Dzisiejszy dzień nie poszedł zupełnie po mojej myśli. Plan był taki, że popracuję, spotkam się z koleżanką i pojadę na mityng.
Tymczasem zawiozłem Żonę do lekarza i spędziliśmy w ośrodku zdrowia całe mnóstwo czasu. Moje spotkania w pracy poprzekładałem, zadania przesuwałem i zostawiłem ostatecznie wszystkie na następny dzień.
Najważniejszym elementem dnia było jednak to, że nie zjadłem śniadania. Potem zaś nie miałem jak cokolwiek wrzucić do żołądka i po raz pierwszy od pewnego czasu czułem się po prostu głodny. I zmęczony.
Zauważyłem, że mylę się w zjazdach, nie jestem skoncentrowany, trudno mi utrzymać nerwy na wodzy. I dużo łatwiej się irytuję. Mam nieokreśloną i nieukierunkowaną złość. Zupełnie dla mnie niejasną.
Dlatego właśnie spotkałem się z koleżanką. Poznałem dziewczynę swojego Syna. I pojechałem na mityng.
Najpierw jednak zjadłem uczciwy posiłek. I kupiłem batoniki, żeby je mieć po kieszeniach, w razie kolejny raz takiej sytuacji.


Komentarze
Pokaż komentarze