Kiedyś szukałem sygnałów od Boga Jakkolwiek Go Pojmuję w otoczeniu. Rozumiałem swojego Boga, Jakkolwiek Go Pojmuję, jako swoistą Moc przenikającą wszystko i będącą wszędzie. Stąd prosty wniosek, że wszystko może być Boskim Znakiem. Jeśli w drzwiach pojawi się dziewczyna - zrobię to. Jeśli chłopak - tamto.
Idiotyczny pomysł. Chyba bardziej: tchórzliwy, bo w ten sposób próbowałem uniknąć odpowiedzialności. Próbowałem na przypadek zrzucić decyzyjność, by potem móc narzekać, że Los mi nie sprzyja.
Decyzja powinna wynikać ze mnie, mojego przekonania i mojego rozumienia. I - przede wszystkim - być moja.
Mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję, nie przemawia do mnie przez znaki na niebie i ziemi. Moja modlitwa i medytacja to rozmowa z samym sobą. Czasem proszę o siłę. O mądrość. O pokorę. Nie chcę prosić o coś, gdyż to coś mam sobie sam zorganizować, załatwić.
Zauważyłem jednak, że na mityngach bardzo często na mityngach słyszę o rozwiązaniach problemów, z którymi się zmagam. Mam bardzo mądrą Żonę, która zwykle nie mówi: zrób tak lub zrób inaczej. Mam Synów, którzy pytają o różne rzeczy. I mam kota, którzy przychodzi czasem pomruczeć, by mnie uśpić lub pocieszyć.
I myślę sobie, że to wszystko zsyła mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję.


Komentarze
Pokaż komentarze