Nagrzeszyłem. Przestałem się tego wstydzić, co nie znaczy, że każdemu spotkanemu człowiekowi, czy to alkoholikowi czy nie, będę opowiadać o swoich „dokonaniach”.
Czy teraz zrobiłby pan to jeszcze raz? - spytała mnie kiedyś terapeutka.
Właściwie, jak się tak zastanowić to robiłem różne rzeczy właśnie dlatego, że pozbywałem się hamulców. Moralnych. Etycznych. Społecznych. Ba, z przyjemnością łamałem normy, uważając, że dla tak wyjątkowego gościa jak ja to przecież świat stoi otworem. Świadomie stawałem normom okoniem i pal licho, jeśli tylko kończyło się na zafarbowaniu włosów kolorem czerwieni skrzynki pocztowej.
Potem jednak przychodził moment, gdy trzeźwiałem i zauważałem, że żyję pomiędzy ludźmi, w społeczeństwie. Mam Żonę. Przyjaciół. Ludzi, którzy jakoś w moim towarzystwie się czują. I że oni też się za mnie czasem wstydzą.
Wstydziłem się ja, czerwieni na włosach, gdy awansowałem i pojawiałem się między poważnymi ludźmi. Wciąż jest wiele osób, którym ciężko mi spojrzeć w oczy. Już się nie boję. Już nie piję. Mam kontrolę nad swoimi popędami, instynktami i niskimi pobudkami. A o błędach warto pamiętać, choćby po to, żeby ich znów nie popełnić.


Komentarze
Pokaż komentarze