Nie było łatwo zawierzyć Bogu.Oddać kierownicę, jak mówią w AA. Lubiłem swoje poczucie sprawczości. Kontrolowanie sytuacji. Chciałem sprawować funkcję Boga w moim życiu. W końcu było to moje życie.
Wydawało mi się, że da się kontrolować siebie, otoczenie, świat, okoliczności. Bardzo chciałem kontrolować rzeczywistość i bardzo się irytowałem, gdy mi nie wychodziło.
Pewnego ranka o piątej nad ranem obudziłem się i czułem, że muszę zadzwonić do domu.
- I co osiągniesz? - zapytała mnie wtedy terapeutka. - Przecież ty jesteś tu, a oni tam.
Gdy położyłem się na łóżku, pomyślałem żeby się pomodlić. Zamiast tego myślałem. Miałem ponad osiemset kilometrów do przejechania i nie wiedziałem, o której mam autobus. Zastanawiałem się jakie formalności powinienem załatwić. I przysnąłem. Spałem chwilę,
Obudziłem się i niepokój zmalał. Wieczorem zadzwoniłem do Żony. Była w świetnym humorze.
Lęk był tylko w mojej głowie. To była ważna chwila.


Komentarze
Pokaż komentarze