Gdy wyszedłem z odwyku, miałem mocne postanowienie, że będę dobrym człowiekiem. Byłem egocentrykiem - teraz będę porządnym człowiekiem, który pomaga innym. Czułem się prawie terapeutą, więc kombinowałem, jak mogę pomóc innym alkoholikom, albo jak mogę swoje zawodowe życie z tym związać.
Moje służenie innym polegało na tym, że kupowałem. Bilet na koncert dla Żony. Koszulkę dla Synka. Myszkę dla drugiego. Klawiaturę dla pierwszego. Kosmetyk dla Żony. Bluzę dla drugiego.
Okazało się, żeby zostać terapeutą, musiałbym skończyć studia. A ja byłem niecierpliwy i chciałem pomagać już.
Moja grupa przygotowywała się do rocznicy i potrzebowali puszki. Przygotowałem, wydrukowałem, kupiłem puszkę, dałem rzeczniczce. Chciała mi zapłacić, powiedziałem, żeby potraktowała to, jakbym do kapelusza wrzucił. I pomyślałem, że mogę tak właśnie służyć.
A na mityngach któregoś września dotarło do mnie, że nie może być tak, że służę tylko innych i ich interes stawiam ponad swoim. Wierzyłem, że da się to pogodzić. Zauważyłem, że kupuję innym rzeczy i nie mam z tym problemu, a wyrzucam sobie każdą rzecz, którą kupiłem sobie. Służenie innym nie może być celem życia. Pierwsze prawo ratownictwa mówi: bądź bezpieczny, zanim zadbasz o bezpieczeństwo innych. Właśnie.


Komentarze
Pokaż komentarze