Nie lubię książeczki, z którą teraz pracuję w ramach tego bloga. Właśnie dlatego na niej pracuję. Tym niemniej, nie lubię jej właśnie za takie pytania. Jestem za młody, by sam pisać takie zadania domowe, ale na tyle stary, żeby pamiętać wspomnienia tych, którzy pisali prace na temat: Kto jest twoim ulubionym bohaterem i dlaczego Lenin?
Moja historia jest taka, że jestem dzieckiem terapii. Była mi potrzebna. Było mi potrzebne zamknięcie się na prawie dwa miesiące w ośrodku leczenia uzależnień. Tylko ja załapałem od razu, że nie ma innej drogi jak być uczciwym wobec siebie i wobec mojej terapeutki, nie mając pojęcia o AA. Owszem, chodziłem na mityngi, ale nie znosiłem ich - musiałem na nich być, bo inaczej nie ukończyłbym terapii. I tak, z powodów zdrowotnych jej nie ukończyłem.
Wiele dla siebie zrobiłem przez ten czas, ale dlatego, że słuchałem i chciałem pracować. I bardzo chciałem zdrowieć. Wielokrotnie słyszałem opowieści o kolejnych terapiach, które nie działały. I wreszcie w AA się udało. U mnie tak nie było. Wiem jednak, że AA to grupa wsparcia, która jest konieczna do utrzymania trzeźwości, dlatego chodzę na mityngi. To nie jest tak, że nie jestem AA wdzięczny, bardzo się cieszę, że istnieje i że mam miejsce, w którym mogę się czuć spokojnie. Jestem wdzięczny za wielu ludzi, których spotkałem. I wielu nie chciałbym spotkać. Jestem szczęściarzem, bo trzeźwieję, a nieliczni z nas doznają zatrzymania choroby. Również dzięki AA, ale nie po to, żeby do AA chodzić.


Komentarze
Pokaż komentarze