Planowanie dnia było jednym z obowiązków, które lubiłem, od samego początku. Lubię planować, lubię układać różne rzeczy w ciągi. Zdarzeń. Czynności. Lubię kolejność.
Chwilę zajęło mi zrozumienie, że nie chodzi o planowanie czasu, czynności wykonanych w jakimś konkretnym przedziale dnia. Swoją drogą, bardzo lubiłem w ośrodku odwykowym powtarzalność i była to jedna z trudności, z jakimi spotkałem się po wyjściu. Była to rutyna, o którą trudno w pracy, szczególnie projektowej, jaką ja wykonuję. Pomogło mi jednak to, że zrozumiałem iż chodzi o cele. Nie: zjem śniadanie lecz nie będę czuć głodu było w tym planowaniu ważniejsze.
Na początku, po powrocie do domu, ciężko mi było zmierzyć się z tym, że nie wyrabiałem. Wyrzucałem sobie, że nie zrobiłem wszystkiego, co zaplanowałem. Co wynikało z mojego poczucia własnej wartości, które było na poziomie gruntu. Nie: podłogi któregoś piętra na którym pracowałem.
Miałem też trudność z 24 godzinami. Chciałem mieć marzenia, dalsze plany, a tu mówili - skup się na tu i teraz.
Zastanów się, co możesz zrobić dziś, żeby przygotować się jak najlepiej na jutro, pojutrze czy na za tydzień. Miesiąc. Rok - powiedział mi alkoholik, który o mały włos nie został moim sponsorem.
Wielkie cele osiąga się, robiąc małe kroki. I mały krok dziś wykonałem.


Komentarze
Pokaż komentarze