Wybrałem się dziś z Przyjacielem ze Wspólnoty na kawę. Rozmawialiśmy, jak zwykle, o wielu rzeczach.
Opowiedział mi pewną historię. Zobaczyłem, jak wiele bólu wciąż w sobie nosimy. Opowiedziałem też swoją.
Mam znajomą, z którą kilka razy w życiu się spotkałem i chyba tylko raz nie spaliśmy ze sobą, zresztą tylko dlatego, że nie było gdzie. Zwykle byliśmy po spożyciu, raz jednak kochaliśmy się kompletnie pijani. Bez hamulców, zabezpieczeń, kontroli. Zapytałem, czy jest w ciąży, martwiąc się jedynie o to, co będzie ze mną. Byłem przebrzydłym egoistą, zobaczyłem to w jej oczach. Gdy myślę o tym, nie było w tym wyrzutu, a smutek.
Gorzej, że jakoś po powrocie z odwyku, gdy byłem na etapie załatwiania w ciągu tygodnia wszystkich problemów mojego życia i tę sprawę ruszyłem.
Dziś zrobiłbym to na pewno inaczej. Istnieje szansa, że lepiej. Wtedy nie umiałem być szczery i uczciwy wobec siebie. Nie umiałem powiedzieć prostych rzeczy prostymi słowami. Na przykład powiedzieć: Byłem niedojrzałym emocjonalnie egoistą. Przeprosić, a nie krążyć wokół przeprosin.
Być może nie zakopałem szansy i spróbuję. Dziewczyna jest na liście osób, które skrzywdziłem, lecz dziś nie wiem czy moje zadośćuczynienie i wszelkie próby przeprosin nie zraniłyby jej bardziej. Zapomniałem o tym elemencie Kroku Dziewiątego.
Dobrze, że Przyjaciel też zrzucił trochę swojego ciężaru. I mnie pomogło. Choć nie oczyściło. To wciąż przede mną.


Komentarze
Pokaż komentarze