Wybieramy się na urlop za granicę. Kupowaliśmy w niedzielę bilety na przelot, a ja już wcześniej zarezerwowałem hotel.
Pojechaliśmy na niewielkie zakupy, z założeniem, że zjemy obiad. Przy którym to Żona zapytała o hotel. Chciałem pokazać rezerwację w aplikacji i… rezerwacji nie ma. W mailu szukam potwierdzenia i też nie ma. I drugiego maila sprawdzam. A przecież pamiętam. Widzę ten ekran.
Obiad przestał mi smakować, tym bardziej, że sprawdziłem i ten sam hotel kosztuje ponad dwa razy więcej. Byłem zdenerwowany, choć starałem się tego po sobie nie pokazać. Powiedziałem cicho Żonie.
Sprawdzimy w domu - odpowiedziała. - Teraz naprawdę nie ma się czym przejmować, bo nic nie zrobimy.
Mam bardzo mądrą Żonę. Ruszyliśmy w podróż do domu. Powtarzałem modlitwę o pogodę ducha. I nagle przyszło mi na myśl, że możliwe, że użyłem innego adresu. Jeszcze wracając z garażu wysłałem Żonie potwierdzenie.
Mowiłam - powiedziała tylko, gdy stanąłem w drzwiach.
Mam Żonę o ogromnej mocy spokoju.


Komentarze
Pokaż komentarze