Najdłużej zajęło mi zrozumienie, że doskonalić mam siebie. Tylko siebie. A co więcej, nie jestem w stanie poprawiać innych.
Zawsze chciałem zmieniać świat na lepsze, chciałem być kimś, kto ma wpływ na to, jak świat wygląda, jak się kształtuje i co się w nim dzieje. Pewnie powinienem zostać politykiem. To jednak znaczyłoby pójście na moralne kompromisy, kłamliwość, brudne zagrywki itd. Czyli wszystko, z czym nie chcę mieć do czynienia.
I tak w ramach doskonalenia siebie zabrałem Synka do Krakowa. Miałem zawieźć dokumenty, co stało się przyczynkiem do ciekawej wycieczki po mieście. Ani razu nawet nie podniosłem głosu, starając się pamiętać, że to JA się denerwuję. Że z powodu paru minut patrzenia na nieciekawy widok parkingu naprzeciw, aczkolwiek z trzeciego piętra naprawdę nic nie zawali. Że zmieścimy się w malutkim, zbyt malutkim nawet dla Synka koszyku ze wszystkimi zakupami.
Znam się trochę na komputerach, zostałem poproszony o pomoc w pierwszym uruchomieniu nowego laptopa dla starszej pani. Mogła przyjść do mnie, kupilibyśmy lepszego. Powiedziałem tylko, że ten jest świetny, szkoda jednak, że nie przyszła, na pewno bym dopomógł dobrać coś pod nią. Uruchomiłem. Poinstalowałem. Zajęło to dużo dłużej niż chciałem i się spodziewałem. Panią uściskałem na odchodne, bo miałem wrażenie, że tego potrzebuje. Wróciłem bardzo zmęczony intensywnym dniem. Jest mi przykro, że spóźniłem się z notką. Było warto.


Komentarze
Pokaż komentarze