Jestem alkoholikiem, podczas swojego picia byłem mistrzem wyszukiwania wymówek. Szukania, a potem również znajdowania winnych całej sytuacji. Zawsze ktoś Zawsze coś. Zawsze gdzie indziej.
To prawda, byłem w mechanizmie iluzji i zaprzeczeń i nie piszę tego po to, by się tłumaczyć, bo nie to było przyczyną. Przyczyną było to, że bałem się wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny. Bałem się, że nie podołam. Że ktoś zauważy, że sobie nie poradziłem.
Czy czuję się winny? Jak cholera.
Przestałem się jednak tym zadręczać. Przestałem się biczować w każdej chwili, każdego dnia pogrążając się w cierpieniu. Gapieniu się w przeszłość i żałowaniu jej. Trwało to długo, aż zrozumiałem, że nie ma czego żałować.
Bo przeszłość jest niezmienna. Jest mi przykro. Jest mi wstyd. Pamiętam o tym, lecz nie jestem w stanie tego zmienić. Nie zrobię z tym już nic - stało się i nie można tam wrócić. Co mogę dziś zrobić, to żyć dalej. Spróbować odkupić winę.
Zadośćuczynić, choć nie za wszelką cenę. Są też takie winy, których nie da się odkupić. I muszę z nimi żyć.


Komentarze
Pokaż komentarze