Kiedyś miałem tak, że jak się zaparłem w sobie, to nie było siły. Byłem gotów umrzeć, paść na pysk i nie móc wstać, żeby innym udowodnić, że jestem coś wart.
W AA mówi się, że grupa AA bez alkoholika przetrwa, ale alkoholik bez grupy nie.
Świat może istnieć beze mnie. Robię wszystko, by był jednak trochę biedniejszy, gdyby mnie na nim zabrakło.
Potrzebowałem dorosnąć, żeby zrozumieć, że nie muszę komukolwiek czegokolwiek udowadniać komukolwiek. Mogę udowodnić sobie, że potrafię. Mogę spróbować czegoś, czego nigdy nie próbowałem, z pełnym ryzykiem, że mi nie wyjdzie. Mogę przechodzić granice swojego komfortu, bo wiem, że bez tego nie ma rozwoju.
Dojrzałem jeszcze do czegoś. Nauczyłem się słuchać siebie, swojego organizmu. Bicia serca, oddechu, uczuć, które kłębią się gdzieś tam. To wszystko jest komunikat, który mówi mi, że to jest sytuacja, w której dam radę, a to taka, w której potrzebuję odpuścić, bez wstydu. Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać, powiadał Hemingway. Właśnie.


Komentarze
Pokaż komentarze