Ależ się ucieszyłam, kiedy przeczytałam, że powstanie film na podstawie fragmentu biografii Pawła Jasienicy! O, jakiż szlag mnie trafił, kiedy przed chwilą dowiedziałam się, jaki gniot powstanie! Kidawa-Błoński zrobił sobie kosztem gnojonego w PRL twórcy tanią promocję, choć w rzeczywistości planuje zrealizowanie taniutkiego romansidła. A jaki jest przy tym pretensjonalny!
Dla Kidawy, który nie zawahał się wykorzystywać do nagłaśniania swojego nazwiska i tworzonego produktu nazwiska Jasienicy, historyjka o karmionej komunistycznymi ideami dziewczynie ze wsi rozkochującej w sobie pisarza, a następnie zakochującej się w nim, ma wymiar antycznej tragedii. Reżyser i scenarzysta najwyraźniej nie widzi śmieszności w kalkowaniu najbardziej zużytych schematów fabularnych. Ale co tam. Niech sobie robi melodramaty. Tylko jakim prawem powołuje się przy tym na nazwisko człowieka, który był inwigilowany przez swoją żonę-agentkę jeszcze po śmierci? Nie trzeba być dziennikarzem, żeby dotrzeć do donosów O'Bretenny pisanych po pogrzebie Jasienicy.
Ciekawe, jaką łzawą historyjkę wymyśliłby Kidawa-Błoński, gdyby inspiracją była dla niego historia Andrzeja Szczypiorskiego donoszącego UB na wlasnego ojca. Zapewne przez pół filmu syn-donosiciel łkałby z żalu nad swoimi dylematami moralnymi. A potem odkupiłby winy paroma powieściami i setkami artykułów pisanych z pozycji moralnego autorytetu.




Komentarze
Pokaż komentarze (15)