wodnica wodnica
45
BLOG

Jest bezpiecznie?

wodnica wodnica Polityka Obserwuj notkę 3
Był lipiec 1997 roku. Pracowałam wtedy w lokalnej rozgłośni w Kędzierzynie-Koźlu. Padało od paru dni. Docierało do nas coraz więcej informacji o powodzi w Czechach i o fali powodziowej na Odrze zmierzającej w naszym kierunku. Komunikaty o poziomie wody zaczęliśmy nadawać co godzinę. Dzień przed zapowiadanym nadejściem fali powodziowej z anteny praktycznie zniknęła muzyka. Co chwila był naszym gościem prezydent KK i osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo miasta. Mieliśmy gorącą linię ze strażą pożarną, komitetami przeciwpowodziowymi oraz prywatną stacją meteo w Nowym Sączu (to było niesamowite, ale wlaściciel tej jednoosobowej stacji był najbliższy prawdy w swoich przewidywaniach co do wielkości opadów, IMiGW podawał znacznie bardziej optymistyczne dane, dopiero dzień przed nadejściem fali zaczął nadawać bardzo poważne ostrzeżenia).

Do radia dzwonili mieszkańcy i złorzeczyli nam potwornie, że straszymy i robimy sensację bez powodu. Nie pomagały komunikaty władz miasta - ludzie nie chcieli się ewakuować z dzielnic na obrzeżach. Nie wiem, ile nadaliśmy komunikatów o specjalnych autobusach zabierających mieszkańców do położonych wyżej miejsc.
Nadawaliśmy komunikaty non stop także po północy, łącząc się z poszczególnymi gminami, do których docierała fala (dopóki była z nimi łączność) i wojewódzkim komitetem obrony przeciwpowodziowej. O 4 poszłam z naczelnym nad Odrę, obserwować pobliską rzekę. Nawet do niej nie doszliśmy - wracaliśmy galopem do redakcji, a tuż przed budynkiem brodziliśmy już po uda w wodzie. Po chwili w całym rejonie padł prąd, przestały działać telefony, a nasze radio zamilkło.

Powódź zalała całe Koźle. Ludzie obudzili się tego dnia na wyspach, którymi stały się ich domy. W samym mieście zginęła jedna osoba - sparaliżowana starsza pani, która nie była w stanie wydostać się z mieszkania na parterze. Tysiące ludzi straciło dorobek całego życia: domy, zwierzęta, majątek ruchomy. Na ulicach potopiły się zostawione przez mieszkańców samochody. Auta naszych pracowników ocalały - ludzie odstawili je w najwyższe rejony Koźla.

Wieczorem po zalaniu miasta słuchaliśmy na tranzystorku państwowej rozgłośni Radio Opole i klęliśmy, na czym świat stoi. Oni nadal nie wiedzieli, że nasze miasto zostało zatopione. Obudzili się w momencie, kiedy woda dotarła do ich miasta.
Dwa dni po zalaniu kilkudziesięciu miejscowości, w tym miasta Opole, na jedynce w wiadomościach TVP1 oglądaliśmy roześmiane gęby Kwaśniewskiego i Clintona, który przyjechał do Polski z wizytą. Siedzieliśmy w czwórkę w siedzibie TP S.A. w Koźlu, zaopatrzonej w generator prądu na bezynę, dokąd dostarczyli nas, jeden odtwarzacz CD i plecak płyt strażacy. Łódką. Kilka godzin później wznowiliśmy nadawanie.

Te wszystkie obrazy obudziły się we mnie po przeczytaniu notki u Maryli:
Odbieram ten zestaw wiadomości jako sygnały zbliżającego się kataklizmu. To na razie informacje, że powoli rośnie poziom wody w Odrze. Ale deszcz ciągle pada, a fala jest coraz wyższa.

Obym się myliła.
wodnica
O mnie wodnica

Zajmuję się opowiadaniem historii. W pracy najpierw szukam interesujących wątków, a potem składam je w możliwie najbardziej atrakcyjną opowieść: artykuł o miejscu, człowieku lub zjawisku. Czasem czytam, a potem pytam autora o szczegóły, budując kolejną historię - samej opowieści i spotkania, które w trakcie tej opowieści się toczy. Szperam w przeszłości i próbuję opowiedzieć historię mojej rodziny, dzieląc się tą pasją z moją Mamą. A czasem trafiam na historię, która chce być opowiedziana jako ballada lub cały musical. Siadam wtedy i piszę, z przerwami na chodzenie i sen, bo w rytmie kroków słowa chętniej do mnie przychodzą, a czasem potrafią się wyśnić.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka