wodnica wodnica
75
BLOG

Polska proza ma się dobrze

wodnica wodnica Kultura Obserwuj notkę 11
Niezmiernie współczuję Justynie Sobolewskiej, która w artykule "Literatura specjalnej troski" na postawione przez siebie pytania znajduje jedynie negatywne odpowiedzi. Też zagrałam w tę grę, ale wyniki były zgoła odmienne. Na pytanie "Kiedy ostatnio czytali państwo dobrą polską powieść?" musiałam odpowiedzieć sobie pytaniem: "Kiedy czytałam "Pałac Ostrogskich" Tomasza Piątka? Półtora czy dwa miesiące temu? Ale przecież później była jeszcze "Alicja" Piekary!" Siłą rzeczy na pytanie drugie: "Trudno sobie przypomnieć, prawda?" mogłam już odrzec: "Bez przesady!" Zaś stwierdzenie: "Problem polega na tym, że prawie nikt już nie czeka na powieści polskich autorów" spotkało się z moim zdecydowanym sprzeciwem: "To nieprawda!"

Rzecz nawet nie w tym, że sama z niecierpliwością wyglądam każdej kolejnej książki Wita Szostaka, mistrza frazy, jakiego dawno nie widziała polska literatura. Że zaglądam regularnie na blog Marka Krajewskiego z nadzieją, iż ujawni datę premiery swojej kolejnej solowej powieści. Że cieszą mnie utwory Macieja Malickiego, a "Pałac Ostrogskich" pochłonęłam z zażenowaniem i wstydem, ale wrażenia te nie wynikały z kiepskiej jakości literatury, lecz poczucia, że dotknięte zostały omijane dotąd w polskich książkach tematy tabu.

Fakty są takie, że wcale niemałe rzesze polskich czytelników wyglądają niecierpliwie nowych książek takich autorów jak Jarosław Grzędowicz, Andrzej Sapkowski, Jacek Piekara, Anna Brzezińska, Andrzej Pilipiuk czy obdarzony niezwykłą wyobraźnią i umiejętnością kreowania światów literackich Jacek Dukaj. Ośmielę się twierdzić, że ten ostatni wymieniony został w artykule Justyny Sobolewskiej przede wszystkim dlatego, że jego najnowsze powieści publikowane są przez szacowną oficynę głównonurtową, czyli Wydawnictwo Literackie, a od lat o fenomenalnym pisarstwie Dukaja przypomina swoimi artykułami Wojciech Orliński. Tysiące czytelników czekają na nowe powieści Katarzyny Grocholi czy Janusza Wiśniewskiego. Choć ich książki kwalifikowane są jako czytadła, trudno twierdzić, że nie jest to polska literatura. Napisana sprawnie i, w swojej kategorii, na przyzwoitym poziomie. Światowym, nie polskim. Podobnie jak historie Moniki Szwai, które, trzymając się romansowego schematu fabularnego, zawierają mnóstwo celnych, dowcipnych, nierzadko bardzo przenikliwych obserwacji społecznych i dzięki temu mają niemałe grono wiernych czytelników. I jest przecież jeszcze Irena Matuszkiewicz, której "Przeklęte, zaklęte" to pokazana z kobiecej perspektywy historia ostatnich kilkudziesięciu lat Polski z niewielką domieszką bardzo swojskiego realizmu magicznego. A to tylko jedna z wielu jej powieści.

Czy to już wszyscy? Oczywiście nie! Są jeszcze Komuda, Kossakowska, Sowa, Białołęcka, Konatkowski i wielu innych. Łączy ich to, że potrafią zajmująco opowiadać ciekawe historie, czasem współczesne, jak wydana parę tygodni temu "Alicja" Piekary, niekiedy rozgrywające się w przeszłości, w świecie równoległym czy całkowicie wymyślonym, ale zwykle wciągające czytelników w literacką rzeczywistość. To rzemieślnicy słowa, którzy nie potrzebują stypendiów oraz nagród literackich, żeby podreperować domowy budżet. Oni po prostu żyją z pisania. Niektórzy, jak Dukaj czy Szostak, są fenomenalnymi twórcami. I to polska krytyka głównonurtowa ma problem, że ich nie dostrzega. Choć czy można dziś jeszcze mówić o polskiej krytyce literackiej? Teksty dziennikarskie na temat większości książek powstają na zamówienie wynikające z uzgodnień wydawcy literatury z wydawcą tytułu prasowego. W pierwszej kolejności pisze się o publikacjach, które zdobyły patronat medialny. Im więcej patronatów, tym lepsza promocja, zatem rosną sterty książek, które recenzenci muszą przeczytać i tak opisać, żeby nie skrytykować. A skoro czytanie książek patronackich zabiera tyle czasu, trudno zdobyć się na samodzielne poszukiwania, bo przecież są jeszcze tytuły, które wypada znać. Nierzadko cudze patronaty. I tak zamyka się błędne koło kilkunastu nazwisk polskich autorów, od których czytelnicy nierzadko zaczynają się odwracać. Kto raz się sparzył na nudnej powieści, nie sięgnie po kolejną tego samego autorstwa. I nie będzie już wierzył recenzentom.

Na szczęście czytelnicy świetnie sobie radzą bez krytyków literackich. Wystarczy zerknąć na listy bestsellerów, by przekonać się, że polskie powieści nieźle się sprzedają. Można przejrzeć fora internetowe, powałęsać się po grupach dyskusyjnych, wybrać się na spotkania autorskie z Sapkowskim czy Piekarą, odwiedzić konwent organizowany przez fanów literatury fantastycznej, żeby dowiedzieć się, jak żywe bywają dyskusje o literaturze pisanej dziś przez polskich autorów. Czytelnicy sami sobie doradzają, co warto przeczytać i dlaczego. To oni stworzyli kapitalny serwis Biblionetka, który pozwala pożeraczowi literatury znaleźć nieznaną dotąd książkę odpowiadającą jego indywidualnym preferencjom. To czytelnicy polecają sobie nawzajem książki w księgarniach internetowych, na prywatnych blogach czy w różnorodnych serwisach tematycznych. Odwiedzanie takich miejsc pozwala odkryć dla siebie piękną i zajmującą lekturę (co Pani Justynie Sobolewskiej gorąco polecam), a jednocześnie stwierdzić naocznie, że radość czytania nie jest obca czytelnikom polskiej literatury. Jednak emocji, żywego języka, zajmujących opowieści, fascynujących światów literackich i obserwacji dotyczących ludzkiej natury szuka się dzisiaj częściej nie w tzw. mainstreamie, który rzeczywiście zagubił się w formalnych eksperymentach i zjada własny ogon, lecz w fantastyce, kryminałach i romansach, które wyewoluowały do takiego poziomu, że bez problemu zastępują czytelnikom niegdysiejszą literaturę piękną i powieści obyczajowe.
wodnica
O mnie wodnica

Zajmuję się opowiadaniem historii. W pracy najpierw szukam interesujących wątków, a potem składam je w możliwie najbardziej atrakcyjną opowieść: artykuł o miejscu, człowieku lub zjawisku. Czasem czytam, a potem pytam autora o szczegóły, budując kolejną historię - samej opowieści i spotkania, które w trakcie tej opowieści się toczy. Szperam w przeszłości i próbuję opowiedzieć historię mojej rodziny, dzieląc się tą pasją z moją Mamą. A czasem trafiam na historię, która chce być opowiedziana jako ballada lub cały musical. Siadam wtedy i piszę, z przerwami na chodzenie i sen, bo w rytmie kroków słowa chętniej do mnie przychodzą, a czasem potrafią się wyśnić.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Kultura