Zbliża się 10 lutego, dzień w którym generał Haller wrzucał do morza biżuterię. Biżuterię dali mu mieszkańcy (poloniści) z jednego miasta za granicą (ale było po drodze). I w tym mieście za granicą (teraz już nie za granicą) jest sobie ulica Hallera, a jedna z bocznych zaczyna się tak:

Ulica - malowanie, jak z piosenki Hołdysa. Zgodnie o opisem, 50 m dalej jest obiekt (kiedyś centrala telefoniczna, obecnie ośrodek tepsy). Naprzeciw monopol z obywatelami uprawiającymi przed sklepem spontaniczną aktywność społeczno-towarzyską (tkanka społeczeństwa obywatelskiego z użyciem trunków nie do końca takich, jak wynikałoby to z nazwy ulicy).
A w obiekcie coś, co ma zieloną tablicę.

Dodajmy, że na tablicy uwidoczniona jest nazwa jednostki naukowo-dydaktycznej. Czego można uczyć w takiej dzielnicy (i takiej okolicy)? Ano...



Komentarze
Pokaż komentarze (8)