23 obserwujących
171 notek
182k odsłony
181 odsłon

Rząd już zdał egzamin. W niedzielę egzamin dla społeczeństwa

Wykop Skomentuj9

Jeśli zatem można było w 2007 r. odrzucić PiS, który obniżył podatki i już wtedy dał pieniądze milionom ludzi, a wybrać PO, która podatki podniosła, to teoretycznie żadna polityka na rzecz dobra wspolnego nie ma sensu. Zero politycznych korzyści przy potężnych kosztach własnych. Zostaje grabież dla dobra prywatnego, którą wciąż zbyt wielu zwykłych ludzi traktuje jako jedyną opcję, nie rozumiejąc że może być inaczej. Jeśli PiS dostał w maju 45% głosów, to pomijając złodziei; esbeków pozbawionych przywilejów emerytalnych i ich utrzymamków; wszystkich klientów PO i klientów jej mocodawców, osobistych wrogów Pana Boga, cały gender i pewną grupę uczciwych zagubionych (tak około 1-2%), to co w głowie mieli pozostali nie głosujący na PiS? 

Tym większe zatem uznanie dla Jarosława Kaczyńskiego, że raz jeszcze zaproponował Polakom, że mogą mieć więcej. To zaś się stanie, gdy władza uzna, że to oni są w Polsce najważniejsi. A będą najważniejsi tylko wtedy, gdy rządził będzie PiS. 

Prostszego równania w naszej polityce nie ma. Uliczne hasło "Wszyscy kradną" trzeba zastąpić hasłem "Wszyscy kradną oprócz PiS". 

Gdyby ktoś chciał popolemizować, że za bardzo chwalę PiS i inni też się starają, to starania PO wyłożyła już swego czasu jej posłanka Pitera, mówiąc: - "Polska nie jest własnością Polaków. Uważam, że absurdem jest to żeby Polacy czuli się w tym kraju jak u siebie". 

Ale to jeszcze nie koniec. Nigdy wcześniej realny wpływ społeczeństwa na władzę nie był tak duży jak po 2015 r. Bierze się to z faktu, że PiS wprost zależy od milionów zwykłych ludzi. Jeśli ich codzienny byt nie będzie zagrożony, to zaufanie zostanie. To przełożenie między wiarygodnością jakiejkolwiek partii a jej dalszym losem jest w historii III RP bez precedensu. Dla jakości demokracji to rzecz najlepsza z możliwych. 

Platforma Obywatelska mogła w 2005 r. uchodzić za antykomunistyczną, a w roku 2019 gwarantować obronę spraw każdego byłego ubeka. SLD może być lewicą "demokratyczną" i pilnować pamięci o "demokratach" Jaruzelskim i Kiszczaku. W ich przypadkach wiarygodność nigdy nie stanowiła wartości. Gdy nie liczy się wiarygodność, to nie istnieje jakikolwiek wpływ na polityków. Nie ma bowiem spraw, które należałoby pilnować. Z taką polityką mieliśmy w Polsce do czynienia przez 25 lat. 

Czego ma pilnować wyborca PO? Postsolidarnościowego rodowodu, głosując na Cimoszewicza? Chadeckości, oklaskując antykatolicki bluzg Jażdżewskiego? Laickości, cmokając nad każdą antypisowską szarżą księdza Sowy, księdza Bonieckiego, czy grobem Adamowicza w kościele? Ma bronić klasy średniej, uzasadniając konieczność zagrabienia pieniędzy z OFE? Kompetencji ekonomicznych, ukrywając nieomal budżetowe bankructwo z czasów Tuska? 

Przed PiS-em każda inna partia miała wyborców, głównie swoich, w głębokim lekceważeniu. Pięknie tę postawę spuentował dialog Sikorskiego i Rostowskiego u Sowy. Porozmawiali sobie jak minister z PO z ministrem z PO. 

Sikorski: - Dwa razy obiecać to jak raz dotrzymać.

Rostowski: - Obietnice polityczne wiążą tylko tych, którzy w nie wierzą.

Po 2015 r. w polskiej polityce mamy zupełnie nowy świat, jakość jakiej nie było. 13 października została do zrobienia ostatnia rzecz, by ta jakość trwała: swój egzamin muszą zdać wyborcy i utrzymać Dobrą Zmianę.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka