24 obserwujących
80 notek
146k odsłon
  552   0

JAK NAS LAICYZUJĄ?

Czy rozmaite obecne i przeszłe działania przeciw wierze i Kościołowi można uznać za zaplanowane, czy też wynikły one z przyczyn nadrzędnych, a mianowicie z ogólnych tendencji kultury europejskiej i z błędów Kościoła?

Oba te przypuszczenia wydają się zbyt skrajne. W dzisiejszej propagandzie laickiej nie chodzi ani o dobrze zorganizowany spisek, ani o zjawisko przypadkowe. Na ogół przeciwnicy chrześcijaństwa działają bez większej świadomości, emocjonalnie, ale jednak spotykamy sterowane kampanie oraz propozycje strategii takich działań. Da się dostrzec w tym wszystkim pewną logikę. Można więc plan zwalczania chrześcijaństwa odtworzyć.

Zacznę od cytatu sprzed lat prawie pięćdziesięciu. Leszek Kołakowski, książka „Notatki o współczesnej kontrreformacji”: Z punktu widzenia świeckiego humanizmu socjalistycznego w Polsce, rozrost indyferentyzmu religijnego jest, oczywiście, pożądany; (…) Z tego samego punktu widzenia pożądane są jednak również postępy, jakie katolicyzm otwarty czyni kosztem katolicyzmu fanatycznego i konserwatywnego (...) Możliwe jest oddziaływanie społeczne, które zmierza do stopniowego przeobrażenia katolików ciemnych, fanatycznych i nietolerancyjnych w katolików tolerancyjnych i oświeconych (...). Znajdujemy się w sytuacji, w której potrzebne są nam ciągle przemiany elementarne – na tym samym poziomie w zakresie kultury umysłowej, co tępienie wszy i upowszechnianie mydła w zakresie higieny. Autor tych słów jak wiadomo zdanie zmienił, ale powyższy program nie został zapomniany.

 

Realizacja planu

Działania laicyzacyjne są zróżnicowane zależnie od odbiorcy. Dla najgorszych, już oderwanych od Kościoła, przeznaczone jest nauczanie pogardy wobec wierzących. Za wywodem zacytowanym czai się hasło „katolicy, tyfus, wszy”. Zamiast Żydów w roli wroga występują bowiem katole. Szmatława prasa, niektórzy politycy i internetowe anonimy oswajają z mówieniem o wierze i Kościele językiem wulgarnym.

Zamiast prawdy o życiu księży, często niedoskonałym lecz przecież ofiarnym, media proponują sensacje o zboczeńcach, którym udało się wkraść do stanu duchownego. Zamiast prawdy o Kościele obrabowanym przez komunistów ze swego majątku, który państwo niby demokratyczne zwróciło z ociąganiem i mniej niż w połowie, pada zarzut chciwości. Zamiast prawdy o rozwoju uniwersyteckich studiów kościelnych w ostatnim ćwierćwieczu, lewicowa gazeta pisze o niskim poziomie teologii w Polsce.

Dla półinteligentów są jeszcze wywody osób z tytułami naukowymi, u których media zamawiają propagandowy jad. Bywają to zarozumiali i sfrustrowani byli duchowni. Jak zauważył św. Augustyn w związku z prześladowaniami chrześcijan, nieuczony motłoch do większej jeszcze nienawiści bywa podburzany przez uczone autorytety.

Do planu należy też izolowanie religii od innych dziedzin. Podręcznik historii możliwie mało uwagi poświęca dziejom Kościoła, w kanonie lektur coraz mniej klasyki, niewiele pozycji o inspiracji religijnej a pełno pisarzy lewicujących. Ministerstwo skreśla religię z listy przedmiotów podstawowych oraz odmawia prawa do zdawania jej na maturze, wbrew praktyce większości Europy. Na poziomie akademickim pomniejsza się wzajemne powiązania teologii z naukami humanistycznymi i społecznymi.

Jeśli to nie chwyta wystarczająco, stosuje się rady zacytowane na wstępie. Przeciwnicy chrześcijaństwa zwalczają autentyczną wiarę jako fanatyczną i konserwatywną, a proponują jej wersję letnią i Kościół „unowocześniony”. Próbuje się szkodzić przez promowanie, pod ładną nazwą „katolicyzmu otwartego”, rozmaitej kontestacji.

Stąd bierze się popyt na księży przyklaskujących zlaicyzowanej kulturze dzisiejszej. Jawią się oni jako agenci laicyzmu, albo w lepszym razie naiwni współpracownicy wrogów wiary. Niektórzy dają się jak ćmy zwabić blaskiem ekranu i dla zyskania poklasku gotowi są do popisów przed kamerą. Szkodzą tak Kościołowi i zresztą sobie samym, bo media ich przecież wykorzystują. Przywołani do porządku pozują na prześladowanych.

Nie należy przeczyć, że część środowisk w Kościele sprzyja cywilizacji współczesnej i obecnemu systemowi władzy w dobrej wierze. Na przykład dlatego, że chcą je chrystianizować, bądź też mimo wszystko widzą w niechętnych opiniach jakąś dobrą intencję czy cząstkę prawdy. Częściej jednak po prostu ulegają propagandzie i modnym poglądom, które przenoszą do Kościoła. Oceniają więc naukę chrześcijańską pod kątem jej zgodności z kulturą dzisiejszą. Tymczasem to Pismo Święte i wiara powinny być oparciem dla osądzania kultury, a nie odwrotnie.

 

Cele i skutki

Dawniejszy ateizm mniemał, że wiara jest błędem myślowym, a uwolniwszy człowieka od Boga uczyni się go mądrzejszym i szczęśliwszym. Ateiści żywili nadzieję, że postęp nauki automatycznie wyeliminuje religię. Tymczasem okazało się, że uczeni są wierzący, a laicyzują się ludzie wykształceni powierzchownie.

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale