21 obserwujących
80 notek
125k odsłon
1752 odsłony

Konstytucja sprzeczna z konstytucją

Wykop Skomentuj47

Skoro mamy rocznicę podpisania Konstytucji RP, warto przypomnieć jej WADY:

I rządzący, i opozycja powołują się chętnie na Konstytucję RP. Czynią to często powierzchownie, na przykład wyrywając z całości zdania im wygodne. Inni znowu dostrzegają defekty naszej ustawy zasadniczej, ale jej poprawianie pojmują jako doklejanie postanowień, jakie się im podobają czy wydają się doraźnie użyteczne. Tak zresztą modyfikowano ją dotąd, dostosowując się do UE.

Konstytucja jako całość była wynikiem kompromisu i łączy postanowienia niezupełnie pasujące do siebie, jeśli nie sprzeczne. Nic dziwnego, że państwo oparte na takiej konstytucji nie funkcjonuje najlepiej. Konstytucja w dużym stopniu generuje taki rząd i taką opozycję, jaką mamy. Zmiana konstytucji wydaje się więc potrzebna, ale zmiana gruntowna i przemyślana, wychodząca poza doraźne potrzeby. Były takie próby, zapomniane, jak inicjatywa RPO Janusza Kochanowskiego, i warto do nich wracać.

Grzech pierworodny 

Konstytucja z 1997 roku w art. 10, p. 1 stwierdza: „Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej”. Jest to zasada szeroko stosowana w świecie i sprawdzona.

W dyskusjach o trójpodziale przeocza się jednak słonia w menażerii. Dalszy ciąg konstytucji tę zasadę bowiem podważa! Przepisy o władzy ustawodawczej i wykonawczej skonstruowane są tak, że obie należą do zwycięzcy w wyborach. Kto ma większość, i uchwala ustawy, i formuje rząd. Nie ma nawet symbolicznego rozdziału między nimi, gdyż posłowie mogą być zarazem ministrami. A niezależny od parlamentu prezydent władzę ma dość niewielką.

Oczywiste skutki są dwa. Przy niepewnej większości parlamentarnej władza wykonawcza musi być niestabilna (w wielu krajach tak było i jest). Ta sytuacja rodzi w obywatelach naiwną, ale niebezpieczną tęsknotę za rządami autorytarnymi.

Drugi skutek to powiązanie ustawodawstwa z bieżącymi celami władzy wykonawczej, przez co staje się ono zmienne, zbyt szczegółowe i zbyt obszerne. Rząd nie ma żadnego hamulca przy powiększaniu biurokracji, a prawodawstwo staje się jej narzędziem.

Trzeci skutek jest taki, że i władza wykonawcza, i ustawodawcza stają się przedłużeniem partii czy koalicji rządzącej. Ośrodek realnej władzy przenosi się do zarządów partii. Jest to zasada zupełnie niekonstytucyjna, ale wynikła logicznie ze szczegółowych zapisów konstytucji i ordynacji wyborczej.

Ten błąd, połączenie władzy wykonawczej i ustawodawczej w rękach zwycięskiej partii, jest dość powszechny w konstytucjach dzisiejszych, gdyż przeważnie rząd jest powoływany przez parlament. Jedynym sposobem na zapewnienie trójpodziału w tej sferze jest system prezydencki, jak w USA, gdzie wyborcy wybierają osobno głowę państwa, po czym prezydent dobiera ministrów. To zapewnia jaką taką równowagę między władzami.

Zauważmy tu jeszcze jedną sprzeczność, zapewne nieuniknioną. O ile władza ustawodawcza dzięki wyborom ma charakter demokratyczny, to władza wykonawcza ma z natury cechy scentralizowanej monarchii, a sądownicza wymaga elitarnej specjalizacji. Teoria trójpodziału władz Monteskiusza opiera się bowiem na arystotelesowskiej pochwale ustroju mieszanego, z elementami demokracji, monarchii i arystokracji. Tym samym państwo oparte na trójpodziale tylko w ograniczonym stopniu może być demokratyczne (wbrew art. 2); konsekwentna realizacja demokracji wymagałaby w szczególności wyborów na sędziów, co budzi spore wątpliwości.

Pozycja sądów 

W rezultacie mamy w Polsce i Europie raczej dwójpodział niż trójpodział. Z jednej strony stoi władza wykonawczo-ustawodawcza wynikła z wyborów, z drugiej sądownicza z nominacji. Prowadzi to i musi prowadzić do przepychanki między nimi, jawnej lub ukrytej. Z jednej strony władza partyjna pośrednio wpływa na sądownictwo i jego decyzje, z drugiej sądownictwo próbuje swoją władzę poszerzyć.

Upowszechnienie się hydry dwugłowej, owej władzy wykonawczo-ustawodawczej, zainspirowało dwudziestowieczny wynalazek trybunału konstytucyjnego. Te trybunały mają kontrolować ustawodawcę, co bywa użyteczne, ale grozi rozwielmożnieniem się sądownictwa, które w pewien sposób otrzymuje prawo weta wobec decyzji zwycięzcy wyborów. Władza sądownicza przejmuje istotną część władzy ustawodawczej i ogranicza demokrację.

Ponadto opanowanie trybunału konstytucyjnego czy innego sądu tego typu (Sąd Najwyższy w USA) przez jedną opcję, daje jej wielką władzę niezależną od wyborców, czyli narodu. Tego oczywiście obawiała się obecna ekipa rządząca, i nie bez racji. Jednakże w zdrowym systemie opartym na trójpodziale trybunał konstytucyjny jest mało potrzebny i w gruncie rzeczy go zaburza na korzyść niedemokratycznej judykatury.

Wykop Skomentuj47
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka