130 obserwujących
435 notek
1458k odsłon
  792   0

Odgrzewane kawałki: paternalizm

Nieładnie jest powoływać się na samego siebie, jeszcze brzydziej – cytować siebie, a już zupełnie paskudnie: przepisywać samego siebie „In extenso”. To poczucie zażenowania, w moim przypadku, spotęgowane jest jeszcze osobistym, a nader rozwiniętym u mnie, zmysłem skromności i wstydu. Czynię jednak wyjątek (choć nie wiem, czy sam sobie wybaczę), bo akurat rozwinęła się ciekawa dyskusja na temat paternalizmu (m.in. na blogu Pana Warzechy), zainspirowana ostatnim orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie prawnego obowiązku zapinania pasόw. A ponieważ dokładnie, ale to dokładnie, na ten temat pisałem w Salonie już dawno, dawno temu – to był jeszcze inny Salon, inne klimaty, inni ludzie – uznałem teraz, że warto włączyć się do tej dyskusji niniejszym auto-plagiatem. Dokonałem paru drobnych zmian, więc w razie czego jestem kryty:

Wszyscy mamy obowiązek zapinania pasów w samochodach – i jest on egzekwowany przez państwo pod groźbą mandatu. Tak samo – nie wolno nam kąpać się w miejscach zakazanych lub przy zbyt dużej fali. Nie wolno jeździć motocyklem bez hełmu. Nie wolno kupować narkotyków. Nie mamy dostępu do pewnych lekarstw bez recepty – nawet, gdybyśmy byli gotowi zapłacić pełną rynkową cenę. Nie wolno chodzić w góry, gdy szaleje burza. Nie możemy uzyskać legalnej pomocy w zakończeniu naszego życia. I nie mamy prawa zaprzedać się nikomu w niewolę.

To rozmaite przykłady państwowego paternalizmu, czyli takich zakazów i nakazów, które uzasadnione są dobrem osoby, której dany zakaz/nakaz wiąże. Problem jest ciekawy: w istocie, to zapewne najciekawsze „studium przypadku” dla liberałów, prawdziwy test na liberalizm – jak daleko gotowi jesteśmy godzić się na przymusową funkcję państwa w stosunku do nas samych?

W teorii liberalnej – sprawa jest jasna: paternalizm jest nieuzasadniony, niezgodny z ludzką wolnością – i kwita! Godzimy się, by państwo chroniło nas przed bandytami, przed najeźdźcami – ale nigdy, przed nami samymi. Nie chcemy uszczęśliwiania na siłę. Chcemy mieć prawo do własnych błędów. Chcemy działać na własny rachunek. Jeśli zaczniemy być traktowani jak dzieci (a „paternalizm” to nawet etymologicznie postępowanie względem dzieci) – zaczniemy zachowywać się jak dzieci. Jak się zacznie na przymusie pasów, to można skończyć na zakazie jedzenia wysokokalorycznych dań – bo nam szkodzą.

Znamy wszyscy te obiegowe argumenty. Niektórzy z nas znają na dodatek piękne frazy największego anty-paternalisty wśród filozofów, Johna Stuarta Milla. Jedynym uzasadnieniem władzy zbiorowości nad danym człowiekiem jest potrzeba zapobieżenia krzywdzie innych; „Jego własne dobro, fizyczne lub moralne, nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem”. Każdy jest najlepszym sędzią swych własnych interesów, wywodził dalej Mill, a „wszystkie błędy, jakie mógłby popełnić (…) ważą mniej od krzywdy, jaka go spotyka, gdy pozwalamy innym zmuszać go do tego, co uważają za jego dobro”.

No dobrze; tyle teoria, uczymy się z takich tekstów na seminariach. Ale jak sprawdza się ona w życiu? Czy możemy, na serio i ze wszystkimi konsekwencjami, przyjąć zasadę, że państwo nigdy nie może zmuszać człowieka dla jego własnego dobra? Czy naprawdę mamy tak pryncypialne obiekcje względem prawnie narzucanego obowiązku zapinania pasów? (I innych paternalistycznych nakazów i zakazów)?

Intuicyjnie coś mi podpowiada, że nie – i to nie tylko, że nie wszyscy wśród nas są konsekwentnymi liberałami. Także dlatego, że coś, co na pierwszy rzut oka wygląda na regulację paternalistyczną (czyli uszczęśliwiania na siłę), przy bliższym wejrzeniu wcale nią nie musi być.

Oto dwie najpopularniejsze metody wybronienia nakazów takich jak obowiązek zapinania pasów, przeciw zarzutom o nieuprawniony paternalizm:

  1. W wielu przypadkach, na pozór paternalistyczny nakaz w istocie chroni innych ludzi, a zatem jest OK z punktu widzenia liberalnej filozofii. Nie zapinasz pasów? – to nie tylko twoja sprawa, ale i twojej rodziny (bo możesz narazić uzależnione od ciebie osoby na brak żywiciela rodziny) i nas wszystkich ( bo będziemy łożyć grube pieniądze na opiekę medyczną, której można było uniknąć) … Podoba się Państwu ten argument?Mnie – tak sobie. Bo przecież są ludzie, którzy nie mają zależnych od siebie członków rodziny (może nawet specjalnie tak sobie ułożyli życie, by całe ryzyko szło tylko na ich rachunek); bo można pomyśleć o specjalnych stawkach ubezpieczeniowych (nie chcesz zapinać pasów – OK, ale płać więcej na służbę zdrowia, gdy będziemy musieli wziąć cię na swój garnuszek, itp.). Słowem – szukanie uzasadnień, dotyczących interesów INNYCH osób, jest niezłym kierunkiem, ale nie zawsze udanym…
  2. W wielu przypadkach, nakaz na pozór paternalistyczny, w istocie uzasadniony jest niepełną racjonalnościąludzi, przymuszanych do danego działania, dla swojego dobra. No bo tak naprawdę paternalizmem jest zmuszanie ludzi w pełni świadomych, racjonalnych, działających w sytuacji pełnej informacji – dla obrony ich własnych interesów. Ale rzadko można określić nasze postępowanie, jako spełniające takie warunki. Zakazy i nakazy na pozór paternalistyczne można traktować, jako wchodzące w strefę niepełnej racjonalności – tzn. gdy jest ryzyko, że postąpimy impulsywnie, w afekcie, bez pełnej informacji (np. uważam błędnie, że zapinanie pasów naraża mnie na wyższe ryzyko kalectwa) itp. Znów: podoba się Państwu ten sposób argumentacji?  Bo mnie, tak jak w poprzednim przypadku, też niezupełnie. To prawda – rzadko działamy jak modelowe przykłady pełnej racjonalności. Ale czy mamy ufać, że nasi wybrani prawodawcy są bardziej racjonalni od nas? Rzadko postępujemy zgodnie z pełną wiedzą o danej sprawie. Ale czy ONI nieuchronnie wiedzą lepiej? A zatem tak jak poprzednio, uzasadnienie z niepełnej racjonalności może być przydatne czasami, ale na pewno nie zawsze. A poza tym – ono może uzasadnić co najwyżej udostępnienie pełnej informacji, ale nie zakaz, albo powstrzymanie danej osoby przed działaniem impulsywnym, dla upewnienia się, że jest to naprawdę JEGO wolna wola.Ale nie zakaz absolutny…

No więc, jak to jest z tym zapinaniem pasów? Prawdopodpobie absolutny, integralny, stuprocentowy liberał nie zaakceptuje argumentόw, przemawiających za dopuszczalnością tego nakazu. Ale być może jest to właśnie jeden z tych przypadkόw, gdzie hasło „przy zasadach stόjmy” ukazuje nam swoje granice i przegrywa ze zdrowym rozsądkiem, potoczną intuicją moralną, empatią i wrażliwością na cierpienie? Być może tak jest – ale nawet co do tego nie ma pewności, bo im jestem starszym tym mniej mam pewności co do czegokolwiek.

 

 

Lubię to! Skomentuj45 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale