121 obserwujących
130 notek
953k odsłony
9059 odsłon

LOBOTOMIA 3.0 - ONI

Wykop Skomentuj63

 LOBOTOMIA 3.0 – ONI

 

 

Żyjemy w kraju, w którym przeszłość zniewoliła teraźniejszość.


 

   ONI – przed kilku laty mimochodem uświadomiłem sobie, że używałem tego słowa tak często, aż któregoś razu jedna z córek zapytała mnie z naciskiem.

– Kim są ci ONI, tato?

Nie odpowiedziałem. Zastanawiałem się, jak wyjaśnić dziecku, że to ludzie, którzy zamiast in formować – dezinformują, zamiast zwalczać kłamców – zwalczają tych, którzy kłamstwa demaskują, zamiast pilnować bezpieczeństwa Państwa, pilnują bezpieczeństwa tych, którzy Państwo niszczą i prowadzą na dno przepaści.

– Kim są ONI? – dopytywała córka.

– Porozmawiamy o tym później – odparłem stanowczo, chcąc zyskać na czasie.
Po namyśle doszedłem do wniosku, że skoro dzieci zadają takie pytania jak to, kim są ONI ?, to jest to dowód, iż dorastają. Zdecydowałem, że porozmawiam z córką. Wyjaśniłem, że pod pojęciem ONI klasyfikuję grupę ludzi, od
polityków iwysokiej rangi urzędników państwowych, po funkcjonariuszy służb specjalnych, że ludzie ci coraz częściej zajmują się nie tym, do czego zostali wybrani i powołani, że zwalczają tych, którzy głośno im o tym przypominają. Na twarzy córki malowała się ulga. Moje wyjaśnienia były zgodne z tym, czego uczyliśmy nasze dzieci: za ideały trzeba niekiedy płacić wysoką cenę.

Pytania córki przywołały jednak refleksję: zacząłem się zastanawiać, kiedy po raz pierwszy zauważyłem, że ONI istnieją?

Tak naprawdę już chyba w połowie lat 90, gdy dowiedziałem się o niezwykłym spotkaniu, jakie kilka lat wcześniej odbył prokurator Andrzej Witkowski.

                                                ***

W tamtym czasie, a dokładnie latem 1991 roku Witkowski po raz pierwszy zbliżał się do finału śledztwa dotyczącego zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki, był o krok od poznania niezwykle istotnych faktów. Już wówczas uważał, że sprawa wyjaśnienia wszystkich okoliczności śmierci księdza Jerzego jest tak trudnai skomplikowana, bo wiąże się z szeregiem innych spraw z okresu lat 80, a nawet 90. Jej ruszenie miało być uruchomieniem pierwszej kostki domina, po uruchomieniu której najnowsza historia Polski miała być pisana na nowo.

Ludzie z zespołu Witkowskiego wiedzieli już dość o zbrodni popełnionej na księdzu Jerzym, by z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością móc podważyć ustalenia procesu w Toruniu. Po przeszło rocznym śledztwie mieli już dowody, że w 1984 roku wysiłki decydentów skupiły się nie na wyjaśnianiu okoliczności zbrodni, lecz na ukrywaniu i fałszowaniu faktów. Mimo pozyskanej wiedzy, dokumentówi zeznań kilkuset świadków brakowało im jednak elementu, który pozwoliłby na domknięcie koła i udowodnienie, że za zbrodnią popełnioną na kapelanie Solidarności stały najważniejsze osoby w państwie, że osoby te nie tylko na zbrodnię przyzwoliły, ale też kierowały nią i monitorowały jej przebieg od początku do samego końca. Innymi słowy – Witkowski i członkowie jego zespołu śledczego wiedzieli, jak zbrodnia nie wyglądała, wciąż jednak nie wiedzieli, jaki był jej przebieg.Ten brakujący element nieoczekiwanie udało się zdobyć wrześniowego ranka 1991 roku.Tego dnia prokurator czekał na nieznanego sobie mężczyznę, o którym nie wiedział prawie nic - tyle, że ma do przekazania ważne informacje dotyczące sprawy, którą się zajmował. Ryzykował niewiele, co najwyżej czas. Zdążył zamówić herbatę, gdy podszedł elegancki, około pięćdziesięcioletni mężczyzna. Nie czekając na zaproszenie przysiadł się do stolika.

Pan Andrzej Witkowski, prawda.Było to stwierdzenie, nie pytanie.Nowo przybyły uśmiechnął się.Przepraszam za środki ostrożności.

Mam nadzieję, że nie były konieczne panie…

Moje nazwisko nic panu nie powie. Przejdźmy się…

Jest pan dużo bliżej, niż pan przypuszcza. Wszystko co mam do powiedzenia, jest ściśle tajne. Byłem w wojskowym wywiadzie. Wiem o takich sprawach, że amerykańscy scenarzyści byliby zachwyceni. Robiłem naprawdę różne rzeczy. Ale jest sprawa, która nie daje mi spokoju – ciągnął nieznajomy. – Mówię o sprawie, która zaczęła się 15 września 1984. Tego dnia za Grzegorzem Piotrkowskim, Leszkiem Pękalą, Waldemarem Chmielewskim i Adamem Pietruszką zarządzono obserwację... Na ponad miesiąc przed uprowadzeniem księdza Popiełuszki ktoś w jakiś „cudowny sposób” przewidział skład przyszłej ławy oskarżonych…

Co pan powiedział?!

Teraz to Witkowski badawczo przyglądał się swojemu rozmówcy.

Powiedziałem, że istnieje dowód na istnienie spisku. Czterej oficerowie SB skazani w procesie toruńskim byli tylko pionkami w tej morderczej rozgrywce.

Skąd pan to wie?

Nieznajomywzruszył ramionami.

Wielu o tym wiedziało. To była operacja, w której brali udział funkcjonariusze Wojskowych Służb Wewnętrznych – moi koledzy. Większość rozkazów przekazywano ustnie, ale to, co było na papierze, pan dostanie albo powiem, gdzie tego szukać. To potem. Nie wiem, dlaczego zlecono tę obserwację, ale najważniejsze jest inne pytanie: kto mógł to zorganizować?

Wykop Skomentuj63
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale