Nasz najlepszy tenisista nie zawiódł. Wprawdzie w pierwszym secie doszło do tie-breaku, ale potem było już mniej nerwowo. Słoweniec Żemlja, z którym Łukasz Kubot w piątek poradził sobie b. łatwo, zmusił naszego młodego mistrza do sporego wysiłku.
Największa broń Jerzego Janowicza, atomowe serwisy, nie zawiodła. Najczęściej leciały z prędkością 230 km/h, a ten ostatni as serwisowy miał prędkość 240 km/h.
Janowicz przystąpił do tego pojedynku wyraźnie zdenerwowany. Ten dzisiejszy mecz byłby spacerkiem, gdyby nie wczorajsza wpadka deblistów. Tak jak wczoraj on zdzierał dla nich gardło, tak dzisiaj oni wiedli prym w kibicowaniu.
Polski tenisista na szczęście wykazał się właściwą determinacją i po pierwszym secie 7:6 (7:4) przyszło dwukrotnie 6:3 i było po meczu.
Hala Ludowa zwana Halą Stulecia wypełniła się niemal po brzegi. Dawno nie było tu ani nigdzie w Polsce tylu entuzjastów tenisa. A przecież przed Janowiczem droga kariery dopiero się zaczyna. Jeden wielki sukces czyli wejście do finału French Open w Paryżu pozwoliło mu wejść do czołowki najlepszych tenisistów świata, a w rankingu dało 26 miejsce. Tę pozycję utrzymał i w tym roku, wygrywając dwie rundy w Australian Open. Gra 23 letniego tenisisty jest niezwykle widowiskowa. Reaguje bardzo emocjonalnie i angażuje się w pełni w to, co robi. On i siostry Radwańskie to dzisiaj nasza nadzieja na wielkie sukcesy w tenisie.
Wracając do naszej reprezentacji, to po dzisiejszym sukcesie czeka drużynę polską mecz z reprezentacją RPA w dniach 5-7 kwietnia b.r. I też w Polsce. Oby też zwycięski.
Janusz Wolniak


Komentarze
Pokaż komentarze