0 obserwujących
23 notki
8974 odsłony
46 odsłon

Dorsz a sprawa Polska

Wykop Skomentuj7

Na Pomorzu wrze. Polscy rybacy oskarżają Unię Europejską o niszczenie polskiej floty, a polskich naukowców (w szczególności Morski Instytut Rybacki) o spiskowanie przeciwko nim, a wszystko to przez dorsza - a może raczej limity "narzucone" przez UE.

Limit na połów dorsza przyznany Polsce na cały rok został przekroczony... gdzieś pod koniec czerwca. Decyzja UE o zakazie połowu została wydane 6 lipca - od tego czasu wiadomo było, że po upływie 15 września, gdy kończy się okres ochronny na połów tej ryby, polscy rybacy będą protestować, a w skrajnych przypadkach łamać prawo. Oczywiście ministerstwo gospodarki morskiej, a także rząd, nic w tej sprawie nie zrobili, pozwalając by bąbel rósł i pękł. Były sprawy ważniejsze, jak choćby przeprowadzka ministerstwa gospodarki morskiej do nowego budynku. Pewnie przy okazji informacja, że może być problem z dorszem, zaginęła - zdarza się.

Problem z dorszem pokazuje jak działa państwowa administracja. Zamiast zająć się problemem kilka miesięcy temu (pierwsze sygnały pojawiły się gdzieś w połowie maja), sprawą zajęto się dopiero dziś. Linia obrony jest tradycyjna: wszystkiemu winna jest komisja europejska i zbyt niski limit. Współwinni są polscy naukowcy, którzy dostarczyli błędne - według ministerstwa [sic!] i rybaków - dane komisji, co do wielkości zasobów dorsza w Bałtyku. Oczywiście zarzuty te są półprawdami. Warto przytoczyć fragment oświadczenia Morskiego Instytut Rybackiego:

Informacje dotyczące wielkości połowów nie tylko dorsza, ale pozostałych gatunków ryb, opierają się wyłącznie na danych raportowanych przez rybaków i są gromadzone w elektronicznej bazie danych przez Centrum Monitorowania Rybołówstwa, podległe ministerstwu odpowiedzialnemu za rybołówstwo. Tylko ministerstwo odpowiedzialne za rybołówstwo może (a zgodnie z prawem unijnym musi) na żądanie Komisji Europejskiej informować o wielkości oficjalnych polskich połowów.

Warto dodać, że sami rybacy [sic!] przyznali w zeszłym roku, w rozmowach z przedstawicielami UE, że przekraczają kwoty połowowe... trzykrotnie. Jeżeli więc rybak zgłasza oficjalnie, że wyłowił tonę, to nieoficjalnie złowił trzy tony. Nie jest to nic nowego, potwierdzają to dane np.: z roku 2004, gdy limit połowu dorsza wyniósł 16 tys. ton, a samych przetworów z dorsza wyeksportowano... 52 tys. ton!

Drugim z zarzutów wobec Komisji, a także Instytutu, jest zaniżanie zasobu (ilości) dorsza w Bałtyku. Według rybaków pomulcha jest znacznie więcej niż z danych, którymi operuje KE. Potwierdza to współoskarżony Instytut tłumacząc przy okazji skąd wzięła się różnica, ale rybaków to nie przekonuje. Oni wiedzą lepiej, codziennie wypływają na morze i widzą, że ryba jest. Warto więc spojrzeć na dane zamieszczone na stornie MIR'u pod tytułem "Czy wiemy ile jest dorsza w Bałtyku" z których jednoznacznie wynika, że ilość dorsza w Bałtyku gwałtownie spada. Dorszowi, niezależnie od tego czy jest go X (jak uważa UE) czy 2X (jak uważają rybacy), grozi całkowite zniknięcie z Bałtyku, ale to nikogo nie obchodzi. Ważne jest tu i teraz.

Minister obiecuje więc, że będzie walczył o zwiększenie limitu (ciekaw jestem jak, skoro już raz zgodziliśmy się na limit) i oto by nasi rybacy wypłynęli ponownie łowić dorsza. Zapewne energiczne działania ograniczą się do rozmów telefonicznych z odpowiedzialnym za te sprawy komisarzem, ale co tam. Jeżeli pojawi się tylko kamery, minister będzie prężyć na pokaz mięśnie i opowiadać głupoty o tym czego on nie załatwi. Skończy się oczywiście jak zawsze, czyli niczym. Chociaż, jeżeli sytuacja potrwa dłużej, to komisja może uznać, że należy zmniejszyć przyszłoroczny limit o ilość dorsza, którą mimo zakazu wyłowimy. Na pewno rybacy będą wdzięczni panu ministrowi. Chociaż to pana ministra nie obchodzi. W przyszłym sejmie będzie wygodnie siedział w poselskiej ławie i dopytywał się ministra w sprawie dorsza.

 

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka