Włodzimierz Pańków Włodzimierz Pańków
376
BLOG

Zróbmy coś - póki nie jest za późno!

Włodzimierz Pańków Włodzimierz Pańków Rozmaitości Obserwuj notkę 2

A może już jest?

Zdumiała mnie reakcja na moją ostatnią "notkę", w której próbowałem wyjaśnić sobie i innym, skąd się bierze ta "wielka bzdura" (ktoś to nazywa "absurdalnym Lechistanem", a kiedyś, za czasów I PRL, Jadwiga Mieczkowska z RWE nazywała "Krainą Ponurego Nonsensu"), która nas coraz silniej otacza, pozbawiając miliony ludzi elementarnego poczucia przyzwoitości.

To, co mnie spotkało przypomniało mi taką celną anegdotę-metaforę właśnie z czasów I PRL. Pytanie: czym się różni "krytyka odgórna" od "krytyki oddolnej"? Odpowiedź: "Krytyka odgórna" to jest opluwanie "innych", "niesłusznych", przez "upoważnionych" lub wręcz "monopolistów medialnych" - których próbowałem w mojej  "notce" wyliczyć,choć np. pominąłem jeszcze tak hałaśliwych jak M.Czubaszek czy niejaki Rozenek - wszystkich przeciwników politycznych i w ogóle, wszystkich "ciemnych" (czytaj: "Czarnych") i skazanych na milczenie obywateli. Codziennie, rytmicznie, dniem i nocą, czynią to wymienieni osobnicy oraz inni, bardzo liczni, "polityczni medianci i komedianci", o których na moim blogu już wielokrotnie pisałem. Mówią nam wprost, że "nie pozostawią żadnego taboo, także świętości, jak dał kiedyś przykład niejaki Wojewódzki, wkładając polskie barwy narodowe w psie łajno... Codziennie czynią przed nami "gest Kozakiewicza" (a rebour), śmieją się nam w tzw. żywe oczy, wyzywają od "ciemnych" i "zacofanych", taszczą na "manifach" obrzydliwe, prowokacyjne hasła

No a co to jest "krytyka oddolna"? A to jest taka sytuacja, gdy jakiś "ciemny", "niesłuszny", dotychczas cierpliwie milczący, spróbuje choćby raz splunąć "w górę", w kierunku owych "upoważnionych", a w pewnych mediach - wręcz quasi-monopolistów "na plucie". No i co, proszę Państwa, mu się przytrafi? Nie dość, że dostanie kolejną "salwę" plwocin na twarz, to także jego własna ślina na jego twarz spadnie... 

No i jeszcze zostanie okrzyczany "nieokrzesanym chamem", niedouczonym "profesorkiem", "oszołomem", itp., itd., itp.. Nawet tzw. bliskie osoby odwrócą się z niesmakiem, widząc "oplutego"...

Właściwie na tym mógłbym skończyć tę "notkę" ale chciałbym jeszcze dodac parę refleksji.

Oczywiście, mógłbym milczeć i nie zabierać głosu, dostosowując się do normy nie do końca wyrażanej ale praktykowanej: "Obywatele, mordy w kubeł, a "ruki pa szwam!". Może zabieranie głosu - i nawet wskazywanie jakichś osobników, moich "bliźnich", po nazwisku, to jest jakaś "uzurpacja" i chamstwo, zresztą bezskuteczne, bo przecież "Psy szczekają, a karawana (błaznów) idzie dalej", pracując dniem i nocą "dla pomieszania "dobrego i złego", gdy się krzywdzi "Człowieka Prostego"; mógłbym  zostawić to wszystko przedstawicielom tzw. "następnych pokoleń, bo przecież to im się gotuje już dzisiaj, często ich własnymi rękami, ich przyszły los.

No i kto ten los im gotuje? Ano, niestety, jakieś "szumowiny" (pamiętają Państwo "kawał" o róznicy pomiędzy Afrodytą, która powstała z morskiej piany, a nieboszczką - choc nie całkiem - PZPR, która powstała, jak dzisiejszy RP, z "szumowin"?) wspierające uzurpatorów czyli PO, na którą głosowało jesienią ubiegłego roku jakieś 5,5-6,0 mln. Polaków, w dodatku - oszukanych.

Choć nie jestem jakimś wielkim ekspertem - pracą i pracownikami w Polsce zajmuję się zawodowow, jako socjolog, od ponad 40 lat, a polityką i władzą, czynnie i teoretycznie, co najmniej tak samo długo - to przecież  było dla mnie rzeczą ewidentną już dawno, bo kilkanaście lat temu (gdy pisaliśmy "Rozpad Bastionu" - rzecz o upadku związków zawodowych w Polsce, oraz gdy publikowałem artykuł pt. "Czy koniec pracy w Polsce?"), jak paskudny los jest szykowany polskim pracownikom i obywatelom (mój odczyt o społecznych i demograficznych problemach Polski na seminarium PTE, jakieś 4-5 lat temu oraz artykuł "Praca w Polsce..." opublikowany w 2006r.).

Ale mniejsza już o to, że się nie traktuje powaznie tzw. ekspertów, ostatecznie zawsze można znaleźć jakichś profesorów,  Górę (która zrodziła przysłówiową mysz!) czy Rosatiego, którzy sa w stanie zaprojektować i udowodnić kazdą bzdurę - juz tylu "panom" służyli...

Najbardziej  zdziwiły mnie - i to wyłącznie pozytywnie - niezwykle celne i uczciwe wypowiedzi, oczywiście - zignorowane, dwójki praktyków: byłej Minister Pracy i SS, J.Fedak, oraz byłego Premiera L.Millera; obydwoje wiele zrozumieli, mimo, że nie wywodzą się z najbardziej sympatycznych politycznych formacji. Chyba żaden tzw. decydent nie nawiązał do tych naprawdę celnych i cennych głosów, które nie zostawiają na tzw. reformie Tuska "suchej nitki". W całym tym zgiełku, stwarzanym codziennie w Polsce przez rozmaitych "mediantów" i "komediantów", te kassandryczne acz trafne prognozy nie dotarły tam, gdzie powinny były dotrzeć, by pomogły odwrócić bieg polskich spraw!

Można jednak się pocieszyć i , cytując słowa znanego komika, powiedzieć: "A może to i dobrze!?".

Bo "jak Pan Bóg chce kogoś ukarać - to mu najpierw rozum odbiera"; byle tylko tym "ukaranym" nie była większość moich Rodaków, a jedynie prawdziwi sprawcy! 

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości