Powracam do moich refleksji - kompletnego "technicznego laika czy ignoranta" - do kwestii przyczyn i następstw Smoleńskiej Tragedii; przy okazji zwracam uwagę na fakt, że prawo do myślenia o tej tragedii - często kwestionowane przez rozmaitych "ekspertów", "zawstydaczy", blogowych szyderców itp., odzywali sie oni także po moich notkach na ten temat - to także probierz, kryterium oceny, stopnia naszej prawdziwej wolności, ograniczanej na wiele sposobów także w "niepodległej" Polsce, po 1989 roku; doświadczałem tego wielokrotnie jako "oszołom", cenzurowany w swoim czasie m.in. przez Waldemara Kuczyńskiego (Księga "Dziesięciolecie Polski Niepodległej" czyli "pomnik pychy", jak to określił mój brat) oraz Stefan Bratkowski (zrezygnowałem po jego "cięciach", a raczej - "kastracjach", z opublikowania artykułu dla Rzplitej o rządach AWS-UW, w rocznicę Sierpnia).
I formułuję kolejną hipotezę, której pomysł podsunął mi mój syn, filozof, traktujący myślenie jak najpoważniej, tak jak to czynią prawdziwi "miłośnicy mądrości". Hipoteza - czyli prawdopodobna odpowiedź na stawiane pytania o to, co się zdarzyło 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem - brzmi następująco: zdarzyła się tam "normalna" katastrofa, do której, oczywiście, skutecznie przyczynili się ministrowie Rządu III RP, na czele z J.Millerem ("państwowcem"), Arabskim, i, oczywiście, rzekomym anty-komunistą, R.Sikorskim.,posyłając lepszą połowę polskiej elity "na pohybel", a także - rosyjscy kontrolerzy, chyba pijani i, do tego, "naprowadzani" przez ich dowódców.
Wszystko, co się dzieje od tego strasznego, dla Polaków, dnia, łacznie z ostatnim myciem i "czyszczeniem" wraku, to niezły "terrorystyczny piar" czyli, po staremu, "terrorystyczna propaganda", mająca na celu pokazanie światu, a szczegolnie liderom i obywatelom z tzw. "bliskiej zagranicy", co czeka tych, którzy będą przeszkadzali ekspansji Rosji, pod dowództwem W.Putina, na otaczające Rosję państwa i terytoria.
Wrak polskiego (choć produkcji sowieckiej) , Prezydenckiego samolotu ma być sygnałem "Memento mori" wysłanym przez "zimnego potwora" (jak mawia A.Smolar) rosyjskiego państwa do tych, którzy ośmielą się stanąć na jego drodze ku jego zagrożonej "wielkości": Polaków, Ukraińców, Białorusinów, Gruzinow, Mołdawian, Litwinów, Łotyszy, Estończyków. to brzmi: "Patrzcie, co was czeka, choc my z tym wszystkim nie mamy nic wspólnego... Ot, los...", jak napisał w swej najlepszej książce (dla mnie), Cz. Miłosz
Dzięki temu, co się stało, i co się dzieje - i co jest skuteczniejsze od cybernetycznego ataku rosyjskich hakerów na Estonię, rosyjskich dywizji na Gruzję czy rosyjsko-języcznych polityków na Ukrainę - uzyskuje się pożądany efekt zastraszenia i stopniowego "zbierania ziem ruskich" (po okresie Jelcynowskiej "smuty"), a przy tym maksymalnie skłócając Polaków i prezentując ich wobec świata jako zażartych rusofobów.
Nie ma racji nasz "mędrzec", były Prezydent i niegdyś przywódca Polaków - W.Putin ma mocne nerwy i nigdy nie odkryje tego, co sie zdarzyło 10 kwietnia "roku pamiętnego" pod Smoleńskiem...
PS. Gdy słucham dywagacji o wydaniu wraku TU-154 Polsce, to przypomina mi się historyjka z.... 1966 roku, gdy jako wyrożniający się student - dwa lata później zostałem "wylany z UW - miałem szczęście (wcale nie żartuję - ale to temat na "inne opowiadanie") pojechać na obóz pracy ok. 200 km od Smoleńska aby budować tam wielki, "przemysłowy" kurnik, na dworcu kolejowym w Brześciu jakiś "człowiek radziecki" poprosił nas o papierosa. Oczywiście, poczęstowaliśmy go, a on, aby się jakoś nam odwdzięczyć powiedział te słowa (pamiętam jak dziś!): "My wam eti ziemli (znaczy się - "Kresy") atdadim, tolko wsie liesa wyrubim..." ("Oddamy wam te ziemie (kresowe) ale (najpierw) wyrąbiemy wszystkie lasy!").
Może kiedyś wrak wróci do Polski, kompletnie "wypatroszony" i wyczyszczony...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)