Gdzie "się pasą" "polskioe stada"?
Wracajac myślą do omawianego juz tutaj wywiadu z Szefową CBOS (GW), dr hab. Mirką Grabowską uświadomiłem sobie całą absurdalność społecznych podziałów, ktore się w III RP ukształtowały, trwają i nasilają się, tworząc całość urągajacą jakimkolwiek zasadom przyzwoitości i społecznej sprawiedliwości.
Traktując poważnie to, co zostało powiedziane w tym wywiadzie - i co można sobie jeszcze "dośpiewać" - i ujmując sprawy w sporym uproszczeniu, uzyskujemy następujacy obraz polskiego społeczeństwa.
Na wyższym, "lepszym" poziomie znajdują się ci, którzy związani są z instytucjami państwowymi oraz takimi instytucjami, ktore są podłączone pod jakieś mechanizmy re-dystrybucyjne oraz takież procesy. Umownie mozna powiedzieć, że sa to "etatowcy", ludzie mniej lub bardziej "upaństwowieni" (nawet gdy np. pracuja w tzw. adminiostracji samorządowej czy nawet w tzw. "trzecim sektorze"), z w miarę stabilnym zatrudnieniem i "przyzwoitymi" uposażeniami.Tu trafili zwolennicy III Rzplitej, sympatycy i wyborcy obecnego "Centro-lewu", ludzie w miare "oświeceni", o "orientacji europejskiej". Nalezy stwierdzić, że w tej sferze ma miejsce "reprodukcja rozszerzona", rośnie zatrudnienie, raczej gwarantowane, i płace, oczywiście - nie we wszystkich sektorach ale jednak.Oczywiście, tu takze jest wielu "udaczników", pracujących "na własny rachunek", często z roznym "kapitalem" wyniesionym jeszcze z poprzedniego systemu i pomnozonym w pierwszych latach "gospodarki rynkowej". Tu się inwestuje w budynki, srodki transportu i łączności - tu się już żyje "w Europie"! Nie jestem w stanie oszacować, jaki procent obywateli III RP lokuje sie w tym świecie; sa top ludzie z wielkich miast oraz miast średnich, rzadziej - z tzw. prowincji, chociaż i tam ich trochę żyje (a w kazdym razie - przebywa). Są tu głównie ludzie w srednim wieku lub starsi, "zreprodukowani" lub niezbyt licznie reprodukujący się, niewątpliwie przekazujący swoje pozycje społeczne i polityczne sympatie swemu potomstwu.
A na dolnej, znacznie liczniejszej "półce" żyje ogromna armia pracujących "na wlasny rachunek" ale z trudem wiążących "koniec z końcem" - rolników (jakieś 2/3), rzemieślników, sklepikarzy - a także większosci emerytów i rencistów, "proletariatu" przemysłowego i usługowego, ubogiego "salariatu", prekariatu (głównie ludzie młodzi, pozostający "na łasce" polskich i zagranicznych pracodawców oraz rodziców), wiolontariatu, "ubogich pracujących", bezrobotnych, bezdomnych, wszelkiego typu "zbieraczy", niepełnosprawnych (ok.5 mln.). W specyficznych polskich warunkach udaje im się jakos przeżyć dzięki "naturalizacji" ich konsumpcji; dotyczy to ludzi ze srednich i małych miast (ogródki działkowe) oraz ze wsi (produkcja rolna na własne potrzeby).
Oczywiście, powyższy obraz społeczeństwa nie dotyczy jedynie Polski; struktura wielu krajów, głównie post-komunistycznych, może wyglądać podobnie. To co jest charakterystyczne dla Polski, to wzajemne wyobrażenia i polityczny dyskurs obowiazujący wsród uczestników tych dwóch "klas" czy tez "warstw".
Paradoksy wyraziłem w tytule niniejszej notki. Ci pierwsi, których usta sa często pełne neoliberalnego gadania, zyją głównie - choć nie wyłącznie - z Państwa i stworzonych przez nie instytucji. Bogatym, pracującym "na własny rachunek", często udaje sie uniknąć płacenia róznych danin na rzecz tego państwa.
Nie warto przypominać opinii wyrażanych na "górnej półce" o pozostałych obywatelach III RP; codziennie słyszeliśmy i słyszymy o "wieśniakach", Ciemmnogrodzie, "moherach", "katolach", "kibolach", "robolach" itp.
A prawda jest taka, że ci ostatni w pewnym sensie "utrzymują" swoich "lepszych" współ-obywateli, co resztą jest rzeczą "normalną" gdyż nowoczesne, skądinąd niezbędne instytucje - oraz ich uczestnicy, członkowie, pracownicy - utrzymują się nie z czego innego tylko z "nadwyżek" i danin wypracowanych przez miliony małych firm oraz jeszcze liczniejsze polskie rodziny. Państwo Polskie i jego urzędy skarbowe, nadzorujące i kontrolujące coraz skuteczniej miliony "podmiotów rynkowych" (spółki, "firmy", gospodarstwa domowe, rolne i rzemieślnicze itp.) nie pozostawia tu wielkiego wyboru...
Jak mówią Francuzi (i nie tylko): "C'est la vie!"


Komentarze
Pokaż komentarze (1)