Jest stare polskie powiedzenie: "Z kim przestajesz - takim się stajesz".
Prezydent III RP wybiera się na finałowy miecz Euro w Kijowie, wraz z Łukaszenką, Saakaszwili, chyba też z Putinem, a na zaproszenie - w domyśle - Janukowycza; tak samo, jak czynił to niedawno, zamierzajac jechac do Jałty.
Niektórzy - naiwni i wskazujący na niego jako na "dobrego prezydenta" III RP - mają mu to za złe. A niepotrzebnie i niesłusznie. Ten mistrz w grze pozorów - o wyglądzie przerośniętego i niezbyt rozgarniętego ucznia (o niemałej wadze!) - znajdzie się tam w najlepszym dla niego towarzystwie. Z tymi "towarzyszami" porozmawia o prawach człowieka, poradzi się Putina jak ograniczyć niepotrzebny chaos na ulicach stolicy, Łukaszenko poradzi mu, kogo jeszcze "przeszukać" i ew. zamknąć za krytykę prezydenta, a może nawet premiera. Będzie też miał okazję zapytać Putina o czym on rozmawiał z Tuskiem po zamieszkach w Warszawie zainicjowanych słynnym "przemarszem" Rosjan w stolicy "Priwiślańskiego Kraju".
Nie widzą Państwo tych oczywistych "pożytków"?! Zbliżymy się radykalnie do azjatyckich standardów, do których przecież krok po kroku zmierzamy.
Nawiasem mówiąc, główne nasze media ani słowem nie wspominają o postępach demokracji w Rosji, a jedynie "popluwają" od czasu do czasu na Łukaszenkę i Janukowycza. Czy to jest nasz wybór czy wyraźny "prikaz" z Moskwy?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)