Nie warto zajmować się tą śmieszną feministyczną imprezą - Kongres Polskich Kobiet, coś jak Polska (?) Zjednoczona (?) Partia (?) Robotnicza (?) - bo jej absurdalność, z jej hasłami, jest ewidentna. Zgłasza ona jeden słuszny postulat: zrównanie płac kobiet i mężczyzn. O ile pamiętam, jakieś 20-25% mężczyzn wykonuje tzw. uciążliwe czy też szkodliwe zawody i prace: w górnictwie, hutnictwie, budownictwie, ogólnym i drogowym, w ciężkiej chemii, policji, wojsku, więziennictwie, transporcie, rolnictwie, itp., itd. Dostają za nie trochę wyższe płace, ponosząc jednak większe ryzyko i zużywając się znacznie szybciej niż kobiety. Te ostatnie, jak wiadomo, żyją znacznie dłużej, zajmując się pieskami i plotkami, bo i dzieci, i wnuków mają coraz mniej.
A takie organizatorki pracodawców jak Bochniarz swoją działalnością wyganiają z Polski miliony pracowników, szczególnie młodych, tak że za jakieś 5-10 lat w ogóle ich w moim kraju zabraknie. Polscy pracodawcy, siedzący, pod dowództwem Pani Bochniarz na setkach miliardów zamrożonych złotych, pozostaną same(i) ze sobą, bez pracowników, i będą konsumowały owoce swojej wieloletniej działalności...
A może wtedy wsiądą na traktory, pójdą do hut, będą własnoręcznie kładli (ły) asfalt (widziałem to na Ukrainie) lub zaczną fedrować (jak to się kiedyś działo w Zagłębiu Donieckim).
Żartuję: one (nasze feministki) zawsze będą pracodawcami lub zarobią w TVN czy też w innych postępowych redakcjach i kanałach!


Komentarze
Pokaż komentarze (12)