1 obserwujący
34 notki
8096 odsłon
  60   0

Liczba, narodowość, przemoc

„Oni” byli obcy; byli drapieżcami i było ich bardzo niewielu. Z tych trzech powodów nie zajmowano się ich historią, nie upamiętniano i nie traktowano jako ofiar nazistowskiego systemu. Ocaleńców przemilczano.

W Polsce „takich” ludzi miało nie być. Fragment książki Joanny Ostrowskiej „Oni. Homoseksualiści w czasie II wojny światowej”, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.


image


Liczba, narodowość, przemoc – te trzy założenia towarzyszyły mi od początku moich badań. „Nieliczni Niemcy, którzy wykorzystywali seksualnie i dręczyli innych więźniów w nazistowskich jednostkach penitencjarnych” – tak określano w Polsce mężczyzn skazanych w okresie nazistowskim na mocy paragrafu 175, piętnującego relacje homoseksualne.

„Oni” byli obcy; byli seksualnymi drapieżcami, czasem wręcz pedofilami, i było ich bardzo niewielu. Z tych trzech powodów nie zajmowano się ich historią, nie upamiętniano i nie traktowano ich jako ofiar nazistowskiego systemu. O ocaleńcach milczano. Nawet jeśli zostawiali świadectwa poza Polską, nikt nie dbał o to, żeby ich głosy do nas dotarły. Nawet jeśli po wojnie odwiedzali miejsca pamięci, nie korzystano z ich relacji.

Te trzy założenia ustawiły dyskurs dotyczący wszystkich osób nieheteronormatywnych, które prześladowano w czasie II wojny światowej. W Polsce „takich” rzeczy i „takich” ludzi nie było.

Nie było kogo wspominać. Nie było sensu wspominać.

Historia osób nieheteronormatywnych w czasie II wojny światowej nadal pozostaje w sferze tabu. Siedemdziesiąt pięć lat po zakończeniu wojny nie ma w Polsce praktycznie żadnych publikacji na ich temat, trudno o nawet drobne fragmenty w ogólnych opracowaniach, tak jakby polskie przedwojenne społeczeństwo było bez wyjątku heteronormatywne.

Jednym z argumentów wyjaśniającym tę niemoc twórczą polskich badaczy i badaczek jest brak źródeł. Nic bardziej mylnego. Opowieści składające się na tę książkę to zaledwie wycinek, ledwo próbka z setek historii, które po prostu nikogo nie interesowały. Podobnie zresztą jak relacje świadków opublikowane w innych językach czy wywiady w archiwach na całym świecie dostępne od ręki. Nie chodzi więc o brak biografii, ale raczej o ignorancję lub świadomą decyzję światopoglądową: doświadczenia nieheteronormatywnych nie są częścią polskiego dziedzictwa.Dopiero w ostatnich pięciu latach udało się przetłumaczyć na język polski kilka świadectw. Postać Heinza Hegera – pierwszego świadka, który opublikował wspomnienia obozowe – łatwo zlekceważyć, ponieważ był Austriakiem i nie przetrzymywano go w obozach na terenie dzisiejszej Polski. Trudniej bagatelizować Teofila Kosińskiego – Polaka skazanego na mocy paragrafu 175 na pięć lat pozbawienia wolności. Udało mu się przeżyć. Zmarł w 2003 roku w Warszawie. Jego wspomnienia opracowane na początku lat 90. wydano w Niemczech, później w USA i w kilkunastu innych krajach. Do Polski „dotarły” trzy lata temu. Teofil przed śmiercią udzielił kilku wywiadów, między innymi w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. W Polsce praktycznie nikt z nim nie rozmawiał.

Mężczyźni uznani za homoseksualnych i skazani na mocy paragrafu 175 urodzili się w Komorowicach, Malborku, Elblągu, Kornatowie, Nowej Rudzie, Świebodzicach, Starym Lesieńcu, Brzeźnie Wielkim, Zdziarze, Berlinie, Przyrowie, Miliczu. Wychowywali się w Międzylesiu, Gliwicach, Lauterach, Kęsowie, Poznaniu, Szczecinie, Gdańsku, Łodzi, Monachium, Mogilanach, Włocławku czy pod Bydgoszczą. Pracowali jako betoniarze, murarze, piekarze, zecerzy, malarze, tokarze czy pielęgniarze. Wbrew powszechnemu przekonaniu nie należeli tylko do arystokracji i inteligencji. Owszem, niektórzy z nich byli dziennikarzami, pisarzami albo wykładowcami, ale większość pracowała w zakładach i fabrykach, prowadziła małe interesy, trudniła się rzemiosłem. Trudno wciąż udawać, że było ich niewielu i nigdy nie żyli obok naszych bliskich.

Aresztowano ich i więziono w Rawiczu, Międzychodzie, Wronkach, Strzelcach Opolskich, Koronowie, Cieszynie, Katowicach, Krakowie, Toruniu czy Tarnowie. Wywożono do obozów na terenie Emsland, do KL Sachsenhausen, KL Buchenwald, KL Mauthausen, KL Gross-Rosen, kompleksu obozowego Auschwitz-Birkenau-Monowitz oraz na Majdanek. Ginęli w jednostkach penitencjarnych na terenie Trzeciej Rzeszy, a jeśli udało im się przeżyć, wracali do domów. Ich groby można odnaleźć na polskich cmentarzach. Opowieść o nich nie składa się wcale z pojedynczych śladów. Nawet jeśli ich biografie są niepełne, często urwane lub pozbawione finału, to tworzą rozbudowany wielogłos. Nazwisk przybywa z roku na roku, a kryjące się za nimi historie to w większości badawcze wyzwanie. I choć budowane są przede wszystkim na podstawie dokumentacji sprawców, to „ich” jest wielu.

[…]

„Oni” nie istnieją z naszej winy, zamazani przez przedwojenne fantazmaty podsycane nazistowską propagandą i perwersyjne plotki wojenne i obozowe.

Zrównani z bezimiennymi uwodzicielami, kryminalistami, aspołecznym elementem, pozostają mrocznym tłem, dzięki któremu wyraźniej widać bohaterstwo patriotów narażonych nie tylko na niebezpieczeństwo ze strony oprawców, ale zagrożonych również „homoseksualną zarazą”.

Przeciwko tym wyobrażeniom trzeba się wreszcie zbuntować, a o „nich” nie da się już dłużej milczeć.

*

Fragment książki Joanny Ostrowskiej Oni. Homoseksualiści w czasie II wojny światowej, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Pominięto przypisy.


https://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/joanna-ostrowska-oni-fragment-ksiazki/

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale