Jeszcze o pieniadzach, czyli gdy nie wiadomo o co chodzi, z pewnoscia chodzi o pieniadze.
Przez salon przetoczyla sie dyskusja dot. pieniedzy. Pieniedzy przyznanych sobie przez marszalkow Sejmu, pieniedzy uzyskanych przez senatora Romaszewskiego, no i oczywiscie moralnosci w kontekscie brania tych pieniedzy.
Nie uwazam, ze korzystanie z przyslugujacych praw moze byc niemoralne. Jesli naleza mi sie pieniadze to jest to moja i tylko moja sprawa czy i jak je wykorzystuje.
Nie uwazam rowniez, ze demokracja to rownosc wszystkich z wszystkimi, to dawanie tyle samo albo podobnie profesorowi uniwersytetu i menelowi z rogu ulicy, to stosowanie zasady “przyjdzie walec i wyrowna” (bez obrazy dla pani Prezydent Warszawy).
W demokracji zasada wrecz powinno byc zroznicowanie, rowniez w aspekcie wynagrodzen, w zaleznosci od wkladu pracy, wartosci tej pracy, zdolnosci i pozytecznosci. Ale to zroznicowanie powinno miec swoje ograniczenia.
Taki hipotetyczny przyklad. W Ameryce lacinskiej grupa narco-rewolucjonistow prowadzi przez wiele lat walke partyzancka w obronie “demokratycznych” idealow. Ich haslem jest rownosc wszystkich we wszystkim. Walcza ze zroznicowaniem spolecznym w ktorym wlasciciel kopalni nie wie co zrobic z nadmiarem pieniedzy i eksploatuje nedzarza pracujacego w tej kopalni za symboliczne pieniadze.
Grupa rewolucyjna przejmuje wladze i po krotkich zmaganiach wprowadza nowy system. Zaczyna od tego, ze w demokratycznie wybranym parlamencie demokratycznie umieszcza zasluzonych we wczesniejszych walkach rewolucjonistow i przyznaje im pensje astronomicznych rozmiarow. Pensje te ciagle nie sa porownywalne z pensjami poslow i senatorow z innych krajow demokratycznych, np takich Stanow, lub Europy Zachodniej, wprowadzane sa wiec rozne dodatkowe formy wynagrodzenia, premie, tzw perks czyli korzystanie ze sluzbowych samochodow, sluzbowych hoteli, sluzbowej sluzby, sluzbowych przelotow, etc, etc, etc, na koniec daje jeszcze tym wszystkim rewolucjonistom mozliwosc uzyskania odszkodowania i zadoscuczynienia za czas walki o zmiane systemu i odniesione przykrosci.
Czy nikt nie widzi tutaj jakiejs nieprawidlowosci? Czy nie ma niczego zlego w transplantowaniu takiego wlasnie systemu na grunt polski?
Wielu ludzi probuje usprawiedliwiac podnoszenie zarobkow parlamentarzystow, sedziow, oficjeli administracji, etc, etc, tym, ze ich wynagrodzenia sa znacznie nizsze od tych pobieranych przez ludzi na podobnych stanowiskach w krajach Zachodu. I jest to prawda. Roznice sa niebotyczne (chociaz nie zawsze, np prezydent USA dostaje grosze). Slyszalem o wielomilionowych rocznych wynagrodzeniach adwokatow, lekarzy, ksiegowych, nie mowiac o wlascicielach firm przemyslowych lub wydobywczych, bankach, tysiacach innych jednostek organizacyjnych. Czy mozemy wiec porownywac zarobki tych wszystkich ludzi krajow zaawansowanych ekonomicznie do zarobkow naszej kadry i rownac w gore, bo skoro zdecydowalismy sie na przyjecie ich demokratycznego systemu, to powinnismy placic podobnie?
W sektorze prywatnym nikomu nie przychodzi do glowy kwestionowanie rachunku ekonomicznego i nikt nie domaga sie zarabiania podobnie jak na Zachodzie, np adwokaci nie moga nawet marzyc o kilkudzisieciomilionowych rocznych wyplatach, jak zdarza sie to lepszym adwokatom amerykanskim. To jest nie ta skala. W Polsce nie ma klientow chetnych placenia sum takich wielkosci (choc przez jakis czas polscy notariusze mieli Eldorado, ich wynagrodzenia byly milionowe, rowniez w czasie sprawowania urzedu przez tescia, mecenas Dubieniecki byl na dobrej drodze, za napisanie niepodpisanego podania o ulaskawienie, co mu moglo zajac godzine pracy, a byc moze mniej, bo i tak robila to jego sekretarka lub zona, bral 27tys).
Tak samo powinno byc w sektorze publicznym, wynagrodzenia np poslow powinny byc w rozsadnych proporcjach nie tylko do ich mozliwosci i umiejetnosci, rowniez do mozliwosci panstwa.
Demagogia jest porownywanie zarobkow posla polskiego i angielskiego z sugestia ze ten polski nie powinien zarabiac 5-10 krotnie mniej niz ten angielski. Jasne, ze powinien, porownajmy dochody panstwa polskiego i angielskiego, wowczas bedzie to bardziej oczywiste.
A jesli domagamy sie podnoszenia wynagrodzen tych ludzi, ktorzy zajmuja stanowiska w wyniku politycznych ukladow, w wyniku tego, ze kiedys wygrali “wojne o demokracje”, to zastanowmy sie czy nie jest to jakas forma zorganizowanego okradania wlasnego panstwa, forma redystrybucji majatku narodowego wsrod swoich, usankcjonowana tym, ze skoro wygralismy wiec nam sie nalezy?
Komentarze
Pokaż komentarze (11)