Przedwczoraj minister Bogdan Klich spotkal sie z ministerialnym kolega z Niemiec.
I nieszczescie gotowe.
Od tego 15-tego slysze w radio jedno i to samo - o pracy doktorskiej ministra von und zu Guttenberga.
Karl Theodor Maria Nikolaus Johann Jacob Philipp Franz Joseph Sylvester Freiherr von und zu Guttenberg mial w swojej doskonalej dysertacji spisac stad i zowad bez podania zrodla. Glupio wyszlo, 475-stronnicowa prace oceniono na summa cum laude i wydano drukiem. I teraz radio pyta w wywiadach wspolautorow, czy sie ciesza, czy sie czuja wspoldoktorami, itp. zarty.
A mialo byc tak pieknie. Przyszly kanclerz i prezydent. Polujacy z krolem Szwecji na jego prywatne losie. Najstarsza szlachta Rzeszy. Lew salonowy no. 1. Oczywiscie dementuje.
Nie nalezy przesadzac. Summa cum laude to zawsze ryzyko, ze ktos przeczyta, wrzuci na google. A Maszynki sa nieublagane. Amen.
19000



Komentarze
Pokaż komentarze (17)