
Zwarty kompozycyjnie, powściągliwy, by nie rzec ascetyczny, jeśli idzie o stosowane przez autorkę środki artystycznego wyrazu, z czytelnym zamysłem ideowym, czy może trafniej: z narracyjnym przekazem – Blues złotej godziny jest dobrym przykładem precyzyjnie ustanowionego artystycznego uniwersum.
Jego składowe to chyba najważniejsza z relacji międzyludzkich: spotkanie dwojga osób, proces rodzenia się wzajemnych uczuć, przeczucie, czym może być istnienie przepełnione miłością, ale także smutek niespełnienia, gorycz zawodu, nieraz spowodowane brakiem sprzyjających okoliczności, często przecież od nas niezależnych. Ale to także fascynacje duchowym i/lub kulturowym wymiarem istnienia, z wyraźną preferencją dla muzyki, a zwłaszcza dla jej szczególnego idiomu, który powstał w zeszłym stuleciu w Stanach Zjednoczonych i od razu dokonał zwycięskiego podboju wszystkich kontynentów.
Łatwość, z jaką muzyka jazzowa się zuniwersalizowała, może dziwić zwłaszcza w odniesieniu do kontynentu azjatyckiego; z drugiej jednak strony afrykańskie korzenie jazzu – według dzisiejszego stanu wiedzy to właśnie Afryka jest kolebką rodzaju ludzkiego – są w stanie to zdziwienie poważnie stonować.
*
Przenikająca zbiór wierszy Marii Monety Malewskiej autentyczna fascynacja jazzem sprawia, że jednym z budulców jej artystycznego uniwersum są przestrzenie naszego kontaktu z muzyką – głównie, ale niewyłącznie te miejsca, w których grywa się jazz i gdzie się go słucha, czyli kluby jazzowe…
Blues złotej godziny przynosi między innymi taki tekst:
(…) siedziałeś na murku
rozgrzanym słońcem
spokojny i uśmiechnięty
siedziałeś tak radosny
w świetlistej aurze słońca
zachodzącego nad Atlantą
(…) byłeś utkany z jazzu
a ja stałam w drzwiach
z jednym biletem w dłoni
pozdrawiam cię z Warszawy
uśmiecham się do ciebie
przez ocean
(Uśmiech z Warszawy)
W innym miejscu czytam:
(…) duża sala przyciemnione światło
fotele wygodne eleganckie stroje
na stołach stare wino
w kryształowych karafkach
wtem w drzwiach stanęła ona
rondo białego kapelusza
rzucało cień na policzek
sala przycichła
zapachniało kwiatem pomarańczy
(…) po raz pierwszy
spojrzeli sobie w oczy
i stało się nieodwołalne
choć żadne z nich
jeszcze tego nie wiedziało
stanęli blisko siebie
byli bliżej coraz bliżej
aż pękł sznur pereł…
(Kwiat pomarańczy)
Znajduję jednak i całkiem odmienny passus:
(…) koncert był świętem
budził tęsknotę za wolnością
a muzyka otwierała
nieograniczoną przestrzeń
kilkanaście stolików
tłoczno
ludzie zasłuchani
nawet ci siedzący na podłodze (…)
(Warszawa)
*
Autorka sporo podróżowała. Miała więc sposobność – podobnie jak i podmioty liryczne jej wierszy – słuchać rozmaitych odmian muzyki jazzowej w bardzo różnych miejscach, klubach, salach koncertowych, metropoliach, wreszcie na kilku kontynentach. Urzeka to, że z wielką precyzją dostrzega istotną relację między uniwersalizmem tej muzyki a zakorzenieniem zarówno jej twórców, jak i odbiorców w lokalności, od której nie sposób (i nie warto) abstrahować. Że nie ulega syrenim śpiewom szermierzy globalizacji.
Subtelne spotkania dwojga ludzi i fascynacja muzyką, którą mogą być nie tylko finezyjne chorusy jazzowe, ale i utwory Charlesa Aznavoura koncertującego w renomowanej sali paryskiej Olympii stanowią dwa filary poetyckiego uniwersum Monety Malewskiej. Natomiast trzecim niezbywalnym jego składnikiem pozostają obrazy czy może raczej fenomeny wizualne towarzyszące zbliżającemu się końcowi dnia, zachodowi słońca, wreszcie ogarniającemu świat zmierzchowi i zapadaniu ciemności. Fotografowie nazywają ten czas odpowiednio złotą i niebieską godziną.
Dla autorki Bluesa złotej godziny ten czas pozostaje porą wrażeń szczególnych: dzień pracy przechodzi do historii, obowiązki zawiesza się do jutra, teraz pierwszeństwo mają sprawy osobiste, prywatne, do głosu dochodzą uczucia, tęsknoty, kaprysy, a nawet pokusy. Ludzie po wyjściu z pracy kierują się do swych domów, są upychani w tokijskim metrze, jadą do centrum, do teatru, kina, na randkę, sycą nadzieje na spotkanie swej drugiej połowy albo rozpamiętują minione dni, utracone szanse, chybione plany. Tylko pracujący w usługach nie mają teraz chwili wytchnienia: wokalistka jazzowa szykuje się do wyjścia na klubową estradkę, bukinista spod Notre-Dame na koniec dnia z żalem pozbywa się kolejnego cymelium… Blasku wciąż ubywa, cienie robią się ekspansywne, mrok gęstnieje. Tylko nabrzeże portu w Bombaju (dziś Mumbaj) migocze światłami statków na redzie niczym Naszyjnik Królowej…
*

Maria Moneta Malewska nie tylko fascynuje się jazzem. Przejawia też sporą porcję empatii, społeczną wrażliwość, umiejętność dostrzegania niesprawiedliwości, tragizmu wojen, przemocy, wreszcie po prostu zła. Nie, autorka nie mówi wciąż o uważności, jak niektóre (wiadomo które) media. Nic dziwnego, to przecież lekarka z wykształcenia, psychoterapeutka, specjalistka w zakresie profilaktyki uzależnień z wieloletnią praktyką. Od dekad praktykuje buddyzm Rinzai Zen, ma tytuł roshiego i prowadzi niedaleko Warszawy sangę buddyjską. Znaczący życiorys.
Nic dziwnego, że pisze:
nad Damaszkiem
pełnia
tak jasno świeci księżyc
za chwilę zacznie go ubywać
od tysięcy lat
oświetla to miasto
zmianą odmierza czas
odkąd pojawili się tu ludzie
(...) a to miasto tyle już przeszło
nawet krew krzyżowców w sobie nosi
zmieniają się rządy
władcy nawet bogowie
a ono trwa
(…) Aramejczycy snują swoje opowieści o Edenie
o początkach ludzkości
bo tutaj w jaskini góry Kasiun
Kain zabił niewinnego człowieka
a góra krzyknęła tak głośno
że ziemia zadygotała ze strachu
(…) rany Damaszku to gruzy
zimno brak prądu
i jedzenia
ale i to minie
nic nie jest stałe
wszystko się zmienia
ci co zostali są gwarancją
istnienia miasta
które było od zawsze
ludzie ludzi zabijają
góra Kasiun krzyczy
lecz świat nie chce jej słyszeć
(Księżyc nad Damaszkiem)
Maria Moneta Malewska, Blues złotej godziny, nakładem Autorki, Warszawa 2026 ISBN 978-83982027-0-1
Waldemar Żyszkiewicz
3 października 2026





Komentarze
Pokaż komentarze (3)