8 obserwujących
31 notek
11k odsłon
  254   2

Dziw nad dziwy

Jadę samochodem do pracy. Jak co dzień, by pilnie sprzedawać swój czas i energię za wymienną walutę, która pozwoli na utrzymanie i zaspokojenie potrzeb mojej rodziny. Zamontowany w bagażniku niskotonowy głośnik nie dość, że otula mnie basem, to trzęsie blachami, terkocze bilonem w kieszeni drzwi to jednocześnie izoluje idealnie od dźwięków z zewnątrz. Trzeba uważać, już parę razy nadjechała niepostrzeżenie dla mnie karetka na bombach, której nie zauważyłem. Na sygnalizatorach skrzyżowania, do którego dojechałem, po chwili żółtego światła, zapalił się sygnał czerwony. Nie jadę tędy pierwszy raz, więc wiem jak długo będzie trwał ten stan i że zanim z powrotem będę mógł jechać, najpierw zniknie "zielona strzałka", potem przełączy się wyświetlacz dla pieszych, by ostatecznie cztery razy mignął semafor tramwajowy i zmienił się na pionowe "jedź", zanim będę mógł ruszyć dalej.

Jest czas, by się rozejrzeć po świecie, w odróżnieniu od innych kierowców, którzy spędzają go wlepieni w ekrany telefonów. Czy czytają Salon24? Ja czasami tak robię. Czasem trolluję inne odmęty internetu. Czasem po prostu szukam znajomych kształtów w chmurach.

Nie wiem. Być może odpowiadają na wiadomości na Messengerze, albo koordynują imprezę dla dzieci przez grupę na Facebooku. Niektórzy pewnie odpisują na maile, smsy, może wybierają numer, by do kogoś zadzwonić.

Nic to. A co tam piesi? Czekają na pozwolenie przejścia po zebrze, z niecierpliwością wpatrując się w pole, w którym za chwilkę zaświeci się zielony ludzik. Inni... Wpatrzeni w telefon. Zupełnie nieodmiennie od tych kierowców obok. Wstrzymani w biegu do celu, próbują nadrobić czas. W końcu ruszają. Pani w modnych, lejących dżinsach. Pan w rurkach, z dokładnie wygolonym zarostem. Dziewczyna z plecakiem, pewnie wypełnionym książkami, przewieszonym przez ramię.

Silnik przestał pracować, bo pokładowy komputer zdecydował, że parametry jego pracy i stan naładowania baterii akumulatorów zezwala na jego zatrzymanie, aby zminimalizować zużycie paliwa na pokładzie i zmniejszyć emisję spalin do atmosfery. Kosztem kolejnego uruchomienia, ale rachunek wyszedł mądrym ludziom na plus. Cokolwiek to znaczy.

Od szklanych ścian biurowca skrzyżowanie dalej odbija się wschodzące słońce i razi oczy. To samo zauważa młody mężczyzna przechodzący przed przejście dla pieszych od lewej burty mojego pojazdu, więc nasuwa na oczy okulary. Modne, od zewnątrz lustrzane soczewki w czarnej, plastikowej oprawce o klasycznym kształcie.

Dokąd ci wszyscy ludzie spieszą? Do pracy? Do kolegów? Do znajomych? Na biznesowe spotkanie w modnej restauracji? Do kancelarii adwokackiej, aby skonsultować nadchodzące boje sądowe z sąsiadem? Może z rodziną w sprawie spadkowej?

Czy oni nie wiedzą, że świat się wali? Że to co znali do tej pory, właśnie w tej sekundzie się zmieniło? Że paręset kilometrów na wschód spadają rakiety, do których czubków przykręcono pojemnik na pół tony materiału wybuchowego? Że paręset kilometrów na zachód odbywają się konsultacje ile z ich podatków zostanie zabranych w formie kary za działania reprezentantów, których sobie wybrali, albo sobie nie wybrali? Że gdzieś w Warszawie ktoś liczy słupki w arkuszu kalkulacyjnym i próbuje wyznaczyć procenty marży jakie można dołożyć ponad koszty, aby firma w której jest zatrudniony zarobiła na nowy jacht właściciela? Czy oni nie wiedzą, że wartości które wyznają, są dla innych śmieszne i godne pożałowania?

O, czerwone i żółte, pora wrzucić jedynkę.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale