Etyka dziennikarska…
Medialny przekaz informacyjny dla masy ludzkiej w naszym biednym kraju wzbudza we mnie coraz większy zachwyt! Dziennikarze i dziennikarki, redaktorzy i redaktorki wiodących stacji i pism mieniących się opiniotwórczymi w ciężkim mozolnym trudzie stają na pierwszej linii walki z odradzającym się faszyzmem. Ramie w ramię, jednym donośnym głosem piętnują przejawy złowrogich, nikczemnych, głupich, jątrzących, (to tylko kilka epitetów wybranych z całej gamy) dzielących naród zachowań. I ten straszny Jarosław Kaczyński, wypisz wymaluj: Goldstein, Wróg Ludu z roku 1984 Orwella.
Zastanawiam się, gdzie ja żyje?! W kraju demokratycznym, w kraju gdzie panuje wolność słowa i niezależność dziennikarska, chyba jednak nie! Mam wrażenie, że otacza mnie jakaś informacyjna bańka – władza jest cool, PiS be i to bardzo, bardzo beeeeeeee! Jest to schematyczny skrót myślowy, jaki jest nam codziennie wtłaczany w mózgi we wszystkich programach informacyjnych prywatnych stacji. Ze zdziwieniem przyjęliśmy ostatnie wyniki wyborów prezydenckich, a jakie miały być przy takim przekazie! Spora część społeczeństwa (zabiegana w codziennym znoju pracy i obowiązku wiązania końca z końcem) nie zadaje sobie trudu wyszukiwania informacji z innych niezależnych źródeł i bezkrytycznie łyka pięknie podaną odmóżdżającą papkę.
Przykład z ostatnich dni.
10.10.2010 Marsz Pamięci. Kilkutysięczny tłum, przemawia lider opozycji. Media minimalizują skalę wydarzenia bredząc o kilkuset osobach, w kilkuminutowym „seansie nienawiści” wciskają w usta prezesa PiS słowa, których nie powiedział…
Gdyby podobnej wielkości wiec zorganizowała obecnie rządząca ekipa mielibyśmy zapewne transmisję na żywo z gigantyczną gromadą usłużnych komentatorów analizujących na wszystkie możliwe sposoby dobroczynny wpływ haseł i ”prawd” głoszonych na takim zgromadzeniu. Oczywiście przy okazji nie obyłoby się bez krótkiego kilkuzdaniowego wtrącenia, że: JK znów jątrzy i dzieli. Zresztą czy pan prezes PiS coś mówi czy nie to i tak nie ma w mediach dnia by nie „jątrzył i dzielił”.
Dziennikarze stali się posłusznymi aparatczykami realizującymi zleconą im linię propagandową danej stacji. Według mnie nie zasługują nawet na nazywanie ich dziennikarzami. Określenie to rezerwuję dla kogoś, kto w swoim przekazie stara się informować w sposób bezstronny i uczciwy. Uważam, że porównywanie ich do kobiet wykonujących najstarszy zawód świata, też jest dalece niestosowne, w takiej konfrontacji te panie jawią się nieomal jak kryształowo czyste dziewice.
Mam coraz większe obawy, że mogę skrzywdzić telewizor, gdy przełączając pilotem programy przypadkiem, zupełnie niechcący zbyt długo zatrzymam się na pewnej wiodącej stacji informacyjnej;)


Komentarze
Pokaż komentarze