Świat to domek z kart.
Chciałem spojrzeć troszkę dalej poza nasze podwórko…
Rośnie potęga Chin. Państwo to ze swoim możliwościami gospodarczymi i demograficznymi wyrasta na potencjalnego globalnego hegemona. Sytuacja taka budzi niepokój, duży niepokój u obecnych głównych rozgrywających.
Stany Zjednoczone słabną, ich gospodarka zaczyna przegrywać w rywalizacji z opartą na taniej sile roboczej, ale i coraz bardziej pełną technicznych innowacji gospodarką Państwa Środka.
Rosja natomiast stoi przed widmem klęski, jakiej ten kraj nie przeżył od czasów dominacji tatarskiej. Sytuacja demograficzna na Syberii już teraz jest fatalna, etnicznych Rosjan ubywa w zastraszającym tempie, z drugiej strony przyrost ludności pochodzenia chińskiego jest geometryczny, do tego należy dodać nielegalną imigrację. Dla porównania w przygranicznych rejonach po stronie chińskiej mieszka około 100 mln ludzi, a po rosyjskiej około 7 mln … Cała ludność zauralska Rosji to około 30 mln osób. Terytorialnie jest to obszar niemal dwukrotnie większy od całych Chin. Gospodarczo też Moskwa przegrywa z Pekinem na całej linii, kraj jest dosłownie zalewany tanimi produktami, w zamian mogąc zaoferować tylko surowce. I do tego właściwie sprowadzają się relacje między tymi państwami. Rosja, a szczególnie Syberia jest po prostu naturalnym rejonem surowcowym dla Chin. Przy obecnych tendencjach demograficznych i gospodarczych w ciągu następnych kilkudziesięciu lat Pekin najprawdopodobniej przejmie polityczną kontrolę nad tym obszarem. Taka wizja przyszłości jest nie do przyjęcia dla całej reszty świata, powstałby gigantyczny i najprawdopodobniej dość trwały, jednolity organizm państwowy, jakiego do tej pory nie było w historii (no może poza Imperium Czyngis-chana, ale miało ono dość krótki okres swojego żywota).
To wszystko zapewne legło u podstaw zmiany priorytetów w polityce USA. Ekipa pana Obamy doszła do wniosku, że Rosja jest naturalnym sojusznikiem w narastającym konflikcie z Chinami. I stąd mamy ten słynny „reset” we wzajemnych stosunkach tych państw. Moskwa to jednak sojusznik dość narowisty i jak popuścić im troszkę cugli to od razu pojawiają się kłopoty. Chociażby knowania z Niemcami i Francuzami o jakiejś tam Eurazji. W przypadku pojawienia się zagrożenia na wschodzie Kreml reaguje dość schematycznie i aby się wzmocnić, próbuje odbudować swoje wpływy na zachodzie i w obszarze postsowieckim (Kirgistan, Armenia, Białoruś, Ukraina, Azerbejdżan). Główni gracze UE są kuszeni korzystnymi kontraktami gazowymi i mirażami wspólnej współpracy. Zawsze stosunkowo silne lobby antyamerykańskie w tych państwach chętnie łyka takie propozycje.
Jak w tym wszystkim sytuuje się nasz kraj? Przytoczę tu może nieautoryzowany cytat pochodzący z początku XXI wieku z kręgów związanych z Kremlem: „…Polskę należy ograniczyć do roli kuriozum etnograficznego na pograniczu z Niemcami…” To zdanie w pełni oddaje role, jaką mamy odgrywać we wspaniałej zjednoczonej Eurazji. Obecna ekipa rządząca naszym krajem będąc w omdlewających miłosnych uściskach z naszymi wielkimi sąsiadami zdaje się nie dostrzegać zagrożeń związanych z próbami realizacji projektu „Związku Europejskiego”. No i tak całkowicie przypadkiem 10 kwietnia w katastrofie pod Smoleńskiem zginęli ludzie mający odwagę i wolę ku temu by takim pomysłom stanowczo się przeciwstawiać. Ciosem w rosyjskie interesy w Europie jest odkrycie złóż tzw. gazu łupkowego w Polsce i jeszcze kilku krajach naszego rejonu. Wstępne szacunki są bardzo obiecujące i wygląda na to, że mamy szanse z importera stać się eksporterem tego surowca. 03.07.2010 Polska przyjęła amerykańskie zaproszenie i przystąpiła do globalnej inicjatywy, ws. wydobycia gazu łupkowego. Potrzebujemy jednak silnego wsparcia z USA, pomocy technologicznej i politycznej, inaczej nasze słabe władze wszystko zaprzepaszczą. Możliwe też, że nie wszystkim w Niemczech marzy się rola „pierwszego kurkowego” Gazpromu na Europę.
Ekipie pana Obamy chyba już przestały się podobać harce Moskwy w Europie. Rosja gra zresztą na dwa fronty, a nawet na trzy, kokietuje UE, podlizuje się Amerykanom, tworzy „strategiczne” sojusze z Pekinem. Współczesny świat staje się coraz bardziej wielobiegunowy. Azja zaczyna przypominać klatkę pełną tygrysów gotowych rzucić się na siebie nawzajem. Chiny, Rosja, Indie, Iran, Pakistan, każde z nich rości sobie prawo do dominacji w regionie. Do tego dochodzi wojujący fanatyczny Islam i mieszające w nim chyba wszystkie służby specjalne świata. Wszystko to plus kryzys gospodarczy sprawia, że w miarę stabilny układ sił ukształtowany po rozpadzie ZSRR rozsypuje sie jak domek z kart. Będziemy świadkami jeszcze wielu zadziwiających wydarzeń. Chińskie (nomen omen) przekleństwo mówi: „obyś żył w ciekawych czasach”.


Komentarze
Pokaż komentarze