Wybory...
9 października we wszystkich komisjach pojawi się 25 tysięczna armia mężów zaufania. Ich zadaniem będzie czuwanie, aby nie doszło do ”cudów nad urną” takich jak w Wałbrzychu.
Mam dalej jednak pewne obawy, co do tego czy miłościwie nam panująca przewodnia siła nie znajdzie czasem sposobu na wykreowanie korzystnego dla siebie wyniku…
Jak to kiedyś powiedział pewien wschodni myśliciel: „nie jest ważne jak ludzie głosują, ale ważne jest to, kto liczy te głosy”.
Raczej jestem przekonany, że przy takiej ilości wolontariuszy, na poziomie okręgowych komisji wyborczych wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Protokoły zostaną spisane, podpisane, worki z kartami zabezpieczone i zaplombowane. Nawet dane mogą być wprowadzone do systemu uczciwie. No może dla draki lub dla zamaskowania innych działań dojdzie do szumnie nagłośnionych przez media incydentów, które same w sobie nie będą stanowiły istotnego zagrożenia dla wyniku wyborów, ale za to jak pięknie się będą prezentowały we wszystkich jedynie słusznych telewizjach i gazetach.
Proces fałszowania może odbywać się już po wprowadzeniu danych do systemu. Co najlepsze dane wejściowe mogą być jak najbardziej prawdziwe. Kto mi zaręczy, że system zliczający głosy działa prawidłowo, że wyniki wyjściowe są zgodne z tym, co do systemu weszło? Wystarczy przecież niewielki programik korygujący, może on wyglądać jak integralna część systemu… I właściwie może być integralną częścią tego systemu od początku tak stworzonego, aby ewentualnie można było korygować wyniki. Do tego wcale nie potrzeba armii ludzi (np. pewnego pana policjanta przewożącego w bagażniku worki z wypełnionymi kartami do głosowania) wystarczy zaledwie kilka fachowych osób.
Ciekawy jestem czy i jak nasze służby zabezpieczają ten etap procesu wyborczego. Jak jest sprawdzana firma dostarczająca system i jakie są ewentualnie jej powiązania ze światem polityki?
Swoje wątpliwości popieram linkiem.
Pomijając już możliwość ingerencji w proces wyborczy obcych państw, zawsze istnieje pokusa dla rządzących, aby troszeczkę podretuszować wyniki „by żyło się lepiej”…
Cóż jak powiedział przytaczany już wcześniej pewien wschodni myśliciel: „ufać znaczy kontrolować”.
W myśl tej zasady dobrze by było, jeśli opozycja policzyłaby głosy niezależnie, od PKW. Dysponując taką armia wolontariuszy mających dostęp do praktycznie wszystkich obwodowych komisji wyborczych można to bez większego trudu przeprowadzić.
Mam jednak może złudną nadzieje, że już sama możliwość takiej kontroli ostudzi pewne, co bardziej rozgrzane głowy pragnące pogmerać troszkę przy wynikach wyborów.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)