Blog
1789
Deżawi
14 obserwujących 158 notek 259959 odsłon
Deżawi, 29 kwietnia 2011 r.

Faust Goethego pobłądził (Wielkanoc)

 

Wielkanoc

"Owszem, słyszę orędzie..."

[-- Józef Kardynał Ratzinger]

 

Pewien wiersz wielkanocny, jaki w roku 1984 napisał Reiner Kunze, dobrze oddaje w słowach podejście naszych czasów do orędzia wielkanocnego:

 

"Dzwony się rozdzwoniły,
jakby się chciały wytarzać z radości
nad pustym grobem

Nad tym, że kiedyś
zdarzyło się coś pocieszającego

i że to zdumienie trwa już
od dwóch tysięcy lat

A jednak mimo że dzwony
około północy tak mocno się tłukły -
nic z ciemności nie odpadło".

 

Przy zastanowieniu się nad tymi słowami przyszło mi na myśl, że właściwie już Faust Goethego mówi to samo, ale innym językiem. W momencie zwątpienia czy to z powodu nędzy ludzkiej, czy też z powodu niemożności zbliżenia się do sfery boskiej człowiek chce skończyć ze swoim życiem. Sprzeczności ludzkiej egzystencji stają się dla niego wówczas nie do zniesienia: jest to uporczywa tęsknota za Nieskończonym, za Najwyższym, która złączona jest z niemożnością wyłamania się z granic naszego poznania i zobaczenia, jak jest naprawdę; zobaczenia czy istnieje cel naszego istnienia. Ten sam Faust będzie później świadkiem, jak jego asystentowi Wagnerowi uda się w probówce wyprodukować człowieka; takie jednak poszerzenie ludzkiej potęgi nie może zlikwidować rozpaczy, której źródłem jest tajemnica naszej egzystencji; ba, nie tylko jej nie likwiduje, ale ją jeszcze powiększa. Albowiem ślepa potęga jest jeszcze groźniejsza i przede wszystkim niebezpieczniejsza niż ślepota w bezsilności. Tak więc Faust reprezentuje współczesnego człowieka, który najpierw - na przełomie czasów nowożytnych - doświadcza Boga jako kogoś równorzędnego i wierzy, że uda mu się osobiście poprawić stworzenie świata, potem jednak skutek jest taki, że stacza się w rozpacz tego, kto ostatecznie jest tylko robakiem i zakopuje się w prochu. Skasowanie człowieka wydaje się więc w tym kontekście najlepszym rozwiązaniem, i Faust bierze je symbolicznie w swoje ręce, próbując się upić śmiercionośnym płynem: jeżeli już nie może pokonać śmierci, to przynajmniej chce ją sam zrealizować.


 

In vitro J. W. Goethego: marzenia o "człowieku z probówki" to wymysł renesansu (XIX-wieczna grawiura do drugiej części "Fausta") [Foto: Wikimedia Commons].

 

 

W tym momencie, gdy zrozpaczony Faust zabiera się do wybawienia przez samobójstwo, rozlegają się dzwony wielkanocne, rozlega się wieść: Chrystus zmartwychwstał. Gdy wieść ta staje się coraz głośniejsza, dzieje się właśnie to, co opisuje Kunze: radość, że kiedyś zdarzyło się coś tak pocieszającego i że zdumienie (tym) trwa już od dwóch tysięcy lat. Naturalnie: również Faust nie jest w stanie uwierzyć w tę wiadomość, ale czy on też by powiedział: "nic z ciemności nie odpadło"? On nie wierzy, ale wspomnienie zdumienia porusza jego duszę; wspomnienie tego, czym kiedyś była dla niego wiara, przywraca mu znowu odwagę istnienia. Czyżby naprawdę nic nie odpadło z ciemności? Czyż nawet po utracie wiary nie pozostał jakiś skutek oświecenia, jaki ona spowodowała? Czyż nie jest tak, że również w zwątpieniu i niewierze ta swoista wieść o pustym grobie pozostawia jakiś tajemniczy niepokój, którego się wypieramy, bo jesteśmy ludźmi światłymi i wiemy, że czegoś takiego nie ma, a jednak idzie za nami? Czy nie czujemy się podobnie jak ci uczniowie, co odrzucili rzekomą paplaninę kobiecą, ale w duszy nie byli już tak całkiem pewni swej męskiej mądrości? Ojcowie Kościoła określali Kościół jako niewiastę i być może już Jan sam zobaczył obraz Kościoła w Marii Magdalenie, która jako pierwsza widziała Zmartwychwstałego: ona również dziś przychodzi z widzącą prostodusznością swego serca do tego naszego, całkiem uprzedmiotowionego świata i powiada coś, co w ogóle zdaje się mu nie pasować: Chrystus zmartwychwstał. I jakoś trudno przejść obok tej wieści obojętnie. Być może jest to wiadomość prawdziwa... Któż może temu zaprzeczyć, skoro najnowsza wiedza poucza nas, że wszystko jest możliwe, a zdrugiej strony - nic nie jest rzeczywiście pewne i wiarygodne?


Co w tej sytuacji winniśmy uczynić, "jak" świętować Wielkanoc? Zwątpienie we wszystkie pewniki, które wprawdzie nie wyklucza żadnej możliwości, ale też i niczego nie bierze za ostateczną pewność, nie wywiedzie nas z rozpaczy Fausta; owszem, to zwątpienie odrze tylko wszystko z patosu. Z pewnością, to już jest coś pozytywnego, gdy walą się mury twardych jak kość pewników, którymi duch nowożytny chciał na stałe osaczyć świat i człowieka. Sceptycyzm jednak nie jest fundamentem życia. "Nie gra się o własny los kostkami hipotezy" - powiedział kiedyś Georges Bernanos, chcąc przez to naświetlić tragedię pewnego teologa, który hipotezę wziął za jedyne źródło swoich analiz. Jak możemy się przeto zbliżyć do wiary wielkanocnej, jak ściągnąć tamto orędzie do nas i nas do niego, tak aby odpadł kawałek ciemności i abyśmy się nauczyli żyć nowym życiem? Wobec tego zasadniczego pytania przychodzą mi na myśl słowa biskupa Ignacego Antiocheńskiego, jakie napisał w "Liście do Rzymian": "Chrześcijaństwo nie jest dziełem namawiania, lecz rzeczywistą wielkością" (3,3). Do wiary nie można nikogo namówić i nie powinno się też namawiać. Ale co potem? Jak dojdzie się do tej wielkości, do tej nowej rzeczywistości, o której mówi Ignacy?

Opublikowano: 29.04.2011 13:26.
Autor: Deżawi
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

www.jarkosfera.pl Licznik dni

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @WOJCIECH SUMLINSKI Na panelu w UKSW 'miało być ładnie i przyjemnie'. - Tak na to...
  • @Wojciech Sumliński Pogubiłem się w cudzysłowach. W którym miejscu kończy się cytat z...
  • Pretensje synodu Kościołów Ewangelickich w Niemczech po papieskiej pielgrzymce Benedykta XVI...

Tematy w dziale