Na bezrobociu, październik 1999 r.
Znów usłyszałem wczoraj wypowiedź państwowego urzędnika, który pojmuje liberalizację życia społecznego i wolność jednostek w sposób skrajny.. Minister w telewizyjnej dyskusji stwierdził, że skoro obywatele dają się nabrać oszustom to sami są sobie winni, a urzędom państwowym nic do tego. Jest to dość typowy sposób myślenia wielu urzędników. Traktują oni swoje urzędy nie jako służbę społeczeństwu, obywatelom, którzy to państwo powołali i zorganizowali, ale jako miejsce swojej wysoko opłacanej pracy, miejsce spełniania swych potrzeb, instynktów przewodzenia, sprawowania władzy nad innymi, a często jako miejsce do załatwiania swoich prywatnych interesów. Oczywiście państwo nie może być nadzorcą wtrącającym się nachalnie w życie społeczne, w życie swoich obywateli. W państwie współczesnym następuje liberalizacja różnych dziedzin życia. Rolę państwa przejmują organizacje społeczne. Niemniej państwo nie może całkowicie pozostawiać obywateli samym sobie. Społeczeństwo organizuje się w państwo po to by usprawnić swoje funkcjonowanie, by podzielić się rolami, pracą, obowiązkami, by fachowo i coraz skuteczniej bronić się przed zagrożeniami itp. itd. Jeśli minister, czy inny urzędnik państwowy wypowiada kwestie, że obrona obywateli przed oszustami jest ich własną sprawą, a organom państwa nic do tego, to albo nie wie do czego jest on powołany, albo jest przerażająco cyniczny. Od dawna, co najmniej od kilku lat gazety zalewane są nieuczciwymi ogłoszeniami, od dawna oszukuje się ludzi, żeruje na ich naiwności, bezradności, nieszczęściu. Od dawna różne pseudo firmy rozsyłają do domów różne bzdurne, nieuczciwe oferty. Łatwo jest urzędnikowi, który nie zaznał nigdy braku pracy, braku środków do życia stwierdzić, że ludzie dają się oszukiwać, bo są naiwni. Ludzie są zmęczeni, psychicznie stłamszeni, zdeterminowani, chwytają się każdej okazji, każdej nadziei. Nawet gdy oferty wydają się im podejrzane, ryzykują, mając nadzieję, że być może oferta okaże się uczciwa. Podejrzewam, że gdyby urzędnik znalazł się w takiej sytuacji, też nie byłby taki pewny siebie, też nie oceniałby wszystkiego z dystansem, też chwytałby się każdej okazji, by wydobyć się z dołka, z marazmu.
Do tej pory żadne organa państwowe nie zajęły się tym problemem. Nie zajęła się nim prokuratura, nie zajęła się Policja, nie zajęły się Rząd i parlament (Komisja Praworządności), ani nie została powołana specjalna komórka do zwalczania tego typu procederów. A przecież wystarczyłoby chyba parę prowokacyjnych działań i wymierzenie przez sądy przykładnych (nagłośnionych ale sprawiedliwych) kar, aby to zjawisko ukrócić. Po co nam obywatelom taki minister, taki urzędnik, takie państwo, które nie chce wziąć nas w obronę. Może lepiej byłoby rozwiązać takie państwo, zlikwidować jego organa, rozgonić urzędników, skoro nie mamy z nich pożytku, a często stanowią wręcz przeszkodę, barierę w naszym sprawnym funkcjonowaniu i w godnym życiu? Może bez państwa żyłoby się nam lepiej i wygodniej. Organa państwa, urzędy stały się ostoją, wygodnym miejscem dla bezdusznych, cynicznych urzędników, u których próżno szukać służebnych wobec obywateli postaw. Jedynymi motywami ich „służby” są realizowanie własnej kariery, własnych ambicji, posiadanie władzy, a przede wszystkim wszechogarniająca chciwość, chęć dorobienia się jak największej sumy pieniędzy. Od tak konsumpcyjnych., egoistycznych postaw już tylko krok do tego, by państwo i jego organa stały się bazą dla działań przestępczych i mafijnych, do oligarchizacji, do tego by państwo zamiast służyć obywatelom, było instrumentem do ich wyzyskiwania i terroryzowania. Wśród części urzędników, którzy doszli rożnymi, często nieuczciwymi drogami do urzędniczych stanowisk panuje przeświadczenie, że są niezastąpieni, że są wybraną kastą, że skoro sprawują wysokie funkcje, to muszą być automatycznie lepszymi od innych. Ci inni skoro sobie nie radzą, to są na pewno sobie winni, są niższą kastą, kasatą nieudaczników lub nierobów, kastą podobywateli. W jakim stanie jest sumienie takiego urzędnika, który nakazuje eksmisję ludzi „którzy sobie nie radzą” z mieszkania na bruk, nie zapewniając im innego lokalu mieszkalnego, w jakim stanie ma sumienie urzędnik, który traktuje wszystkich bezrobotnych jako nic nie wartych meneli?
Jest wielu mądrych, wrażliwych i uczciwych urzędników, którzy traktują swoją pracę jako służbę społeczeństwu. Jest ludzką rzeczą, ludzką potrzebą czerpanie osobistej satysfakcji z robienia kariery, z otrzymywanie godnego wynagrodzenia, z wykazywania się swoimi umiejętnościami, swoją wiedzą itd., ale musi być to połączone ze świadomością służby. Własne, egoistyczne cele, zachcianki nie mogą brać górę nad poczuciem służenia państwu i obywatelom.
Komentarze
Pokaż komentarze (1)