Budka stróżówka - grudzień 2001r.
Czy jest możliwa konstruktywna dyskusja i konsensus sił politycznych?
Mam szacunek do Premiera Mazowieckiego i jego Rządu. Szanuję prof. Balcerowicza, jego wiedzę, jego uczciwość i odwagę. Zgadzam się, że wprowadzona przez niego totalna reforma gospodarki, przede wszystkim uzdrawianie finansów państwa była potrzebną drogą do jej uefektywnienia, do tego by nie przekształcać jej na raty, by co i rusz nie cofać się, by nie rozciągać jej na dziesiątki lat. Jednak przesadna dyscyplina finansowa trwała wg mnie zbyt długo. Po zdławieniu hiperinflacji i wprowadzeniu na starcie dokonywanych przemian nowych radykalnych liberalnych zasad funkcjonowania gospodarki powinno się wg mnie z upływem czasu te radykalne zasady poluzowywać. Z jednej strony nieporozumieniem jest chyba zarzucanie siłom, które rządziły dotychczas w III Rzeczpospolitej, że nie wszystko w nowej rzeczywistości funkcjonowało dobrze, że popełniono błędy itd. Dziwnym byłoby, gdyby rozwój kraju przebiegał idealnie. „Nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi” Ważny jest ogólny bilans tych rządów, to czy kraj, gospodarka zostały wprowadzone na prawidłowe tory rozwoju. Z drugiej strony nieporozumieniem jest też kurczowa obrona prawie idealnego obrazu dokonań i idealizowanie dzisiejszej rzeczywistości.
Zamiast zgodzić się z tym, że wiele dokonano dobrego i że wiele się nie udało, że Polska jest na dobrej drodze rozwoju, unowocześniania i podnoszenia standardów gospodarki, ale też że dzieje się w niej dużo złego, zamiast zastanawiać się i wypracowywać program działania na przyszłość, marnuje się siły i czas na bezpardonową walkę, na niszczenie politycznych przeciwników.
Mogą denerwować proste, „oczywiste” rozwiązania domorosłych ekspertów ekonomicznych wywodzących się z różnych stron politycznej sceny, jednak nie należy traktować wszystkich ich krytycznych uwag jako atak ciemnych sił. Potrzebna jest solidna analiza, solidna dyskusja ekonomicznych ekspertów i to najlepiej z udziałem ekspertów zagranicznych. Nie jest chyba tak, jak głoszą niektórzy politycy lewicy i prawicy, że cała transformacja, która się dokonała po 1989 r. jest zła, że można nią było posterować całkiem inaczej, ale nie jest też chyba tak, że zmiany były optymalne, że pewnych jej elementów nie można było przeprowadzić inaczej. Łatwo jest narzekać i wskazywać mankamenty z perspektywy czasu, który upłynął. Nie jest tak, że procesami można dowolnie sterować, że można skutecznie, do końca eliminować na bieżąco wszystkie negatywne elementy i procesy. Ale też nie można popadać w samozadowolenie i głosić, że niczego nie można było przeprowadzić lepiej, z mniejszymi społecznymi kosztami, tak jak to głoszą niektórzy liberałowie. Nie jest też tak, że tylko jedne partie mają monopol na racje. W programach każdej są racje cząstkowe. Dobro i racjanie są ani liberalne ani konserwatywne, ani polityczne ani apolityczne, ani narodowe ani kosmopolityczne itd.Czy nie można, zamiast prowadzić przepełnionych jadem nienawiści sporów skoncentrować się na przyszłości, aby procesy transformacji były w jak największym stopniu pozytywne i efektywne. Idealnie byłoby gdyby można było uzyskać konsensus. Myślę, że przeciętny obywatel jest zmęczony hałaśliwymi kłótniami i bezwzględnym wyścigiem polityków po władzę. Ale oceniając realnie atmosferę wrogości i uprzedzeń, rokowania na uzyskanie zgody nie są najlepsze. Raczej każda ze stron okopywać się będzie w dalszym ciągu na swoich pozycjach.
Komentarze
Pokaż komentarze