0 obserwujących
26 notek
19k odsłon
  1705   0

Czy naprawdę frekwencja wyborcza ma znaczenie?

 

Obserwując ostanie debaty dotyczące czy głosować dwa dni, czy jeden oraz liczne utyskiwania, że Polacy nie głosują i co by tu zrobić aby podnieść frekwencję mam takie wrażenie, że zapominamy co jest celem wyborów. Z tego co mówią zwolennicy głosowania dwudniowego lub internetowego bije przekonanie, że podniesie to frekwencję – jak by liczba głosujących miała większe znaczenie od tego kto zostanie wybrany. A najbardziej wkurza mnie kiedy zaczynają się rozmowy o tym, czy nie wprowadzić głosowania obowiązkowego. Osobiście uważam, że wolność wyboru polega też na tym, że można wybrać, że się nie chce głosować – z czego sam korzystam i nie głosuję.
 
Moim zdaniem ważniejsze od samej frekwencji jest to, aby ci którzy chcą głosować i udadzą się na głosowanie oddawali swój głos świadomie a nie aby tłumnie uczestniczyli w wyborach dla samego uczestnictwa. W różnych krajach są różne tradycje. U naszych południowych sąsiadów czyli w Czecha wybory są dwudniowe – głosuje się od południa w piątek do południa w sobotę. Taka jest tradycja i już. I nie sądzę aby zmiana głosowania z jednodniowego na dwudniowe coś znacząco w Polsce zmieniła – ludzie porostu się nie interesują polityka lub mają ją w głębokim poważaniu (mówiąc delikatnie). Nie ma się co dziwić politycy w Polsce nie są grupą szczególnie lubianą lub wzbudzającą zaufanie. Podaje się przykład referendum unijnego kiedy głosowano dwa dni ale moim zdaniem frekwencja wynikała ze znaczenia tego głosowania. Podobnie było w ostatnich wyborach parlamentarnych – kiedy ludzie uważali, że wybory są ważne potrafili stać w długich kolejkach przed lokalami wyborczymi i wystarczył im jeden dzień.
 
Zresztą nawet wśród wielu z tych którzy chodzą na wybory świadomość tego na kogo się głosuje jest niska. Wiele osób decyzje o tym na kogo głosować podejmuj pod lokalem wyborczym studiując obwieszczenie PKW lub bezpośrednio w kabinie nad kartą do głosowania. I tu wydaje mi się ciekawy jeden z pomysłów braci Czechów – a mianowicie taki, że w kraju tym nie ma fetyszu karty do głosowania (u nas wyniesienie je z lokalu wyborczego jest bodajże wykroczeniem). Każdy Czech mniej więcej na tydzień przed wyborami otrzymuje listownie kartę do głosowania. W dniu głosowania udają się z tą kartą do lokalu wyborczego i po odhaczeniu wyborcy i opieczętowaniu karty mogą głosować. Kto kartę zgubi lub zapomni w lokalu otrzyma kolejną. Jest to dosyć drogie rozwiązanie i też nie gwarantuje frekwencji – Czesi mają większą frekwencję w wyborach do niższej izby parlamentu i samorządowych ale np. parlamentu europejskiego frekwencja czy do senatu   bywa marna. Jednak z rozmów z czeskimi znajomymi wielu z nich zapytanych na kogo będzie głosować odpowiada poczekam aż przyślą kartę do głosowani to sobie ją spokojnie przejrzę i zastanowię się. Moim zdaniem to mogło by bardziej się przyczynić do poprawy frekwencji. Oczywiście u nas to nie przejdzie – już widzę głosy o tym jakie to stwarza możliwości do nadużyć, podobnie jak głosowania dwudniowe. Ale to już taka nasza polska przypadłość np. widząc całą budkę telefoniczną lub przystanek autobusowy dziwimy się, że nikt jeszcze ich nie zniszczył, zamalował itp. choć zdecydowana większość z nas nigdy by czegoś takiego nie zrobiła i nie zrobi.
 
Tak więc wprowadzenie głosowania dwudniowego raczej niewiele zmieni. Ci którzy nie chodzą głosować i tak nie pójdą. A dyskusje o tym, że głosowania w niedziele nie jest korzystne dla tych, którzy wyjeżdżają na weekend są zabawne. Jeśli weekend ma być przeszkodą to zróbmy głosowanie w dniu roboczym w środku tygodnia tak jak np. w Wielkiej Brytanii i zamiast w drodze z lub do kościoła bądź niedzielnego spaceru będziemy głosować w drodze z i do pracy.
 
Jednak przede wszystkim sam akt głosowani i udział w głosowaniu powinien być aktem świadomy. Idę głosować bo wiem na kogo i dlaczego chcę oddać głos. Dlatego nie do końca jestem zwolennikiem głosowania przez internet. I nie dla tego abym obawiał się nadużyć ale uważam, że głosowanie wyborach powinno być czymś świadomym i przemyślanym a nie powinno wyglądać jak bezmyślne odhaczanie kolejnych pozycji pod ankietą zamieszczoną w internecie jakich wypełnia się wiele. Być może frekwencja będzie wówczas większa ale czy naprawdę tylko o frekwencję chodzi w wyborach?
 
Paradoksalnie może głosowanie powinno być trudniejsze, aby naprawdę głosowali tylko ci, którzy chcą i są zdecydowani np. jak w USA gdzie wyborcy muszą się wcześniej sami zarejestrować.
Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale