18 obserwujących
22 notki
641k odsłon
35197 odsłon

Afera pedofilska Sadowskiego: „Sztuka Kochania” według „Dziadzi”

zdjęcie z archiwum Joli; przygotowania w domu Sadowskiego do wyjścia do Harendy
zdjęcie z archiwum Joli; przygotowania w domu Sadowskiego do wyjścia do Harendy
Wykop Skomentuj102

Pożądana niewinność

Jola pracuje dziś w wielkiej korporacji. Przed laty wróżono jej dużą karierę muzyczną, wysoko oceniano na konkursach, wygrywała wiele festiwali muzycznych. Na jednym z nich poznała szefa Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego.

- Miałam dwanaście lat. Wygrałam festiwal, w jury siedział Krzysztof Sadowski i był dla mnie guru, musiałam go poznać, byłam zafascynowana jego córką. Spotkaliśmy się za kulisami, on mi powiedział: twoje śpiewanie jest wyjątkowe i zaprosił do współpracy. Tak to się zaczęło - opowiada Jola.

Przez prawie dwa lata pan Krzysztof przygotowywał Jolę do tego, co miało nadejść. Zyskiwał jej zaufanie i przyjaźń. Nagradzał, dawał prezenty, płyty, stwarzał atmosferę, w której czuła się wyjątkowo doceniana, obiecywał karierę, wprowadzał w świat mediów (występy w „Co jest grane” w Polsacie i „Ziarnie” w TVP), skomponował dla niej piosenkę i nagrał z nią teledysk. Jola przyjeżdżała ze swojego miasta do domu Sadowskiego, nocowała tam, uczyła się, stawała częścią wielkiej artystycznej rodziny. Zachęcała też do przyjazdu inne dziewczynki ze szkoły muzycznej, w której się uczyła.

- Efekt był taki, że całe autobusy dzieci jeździły do Warszawy. Początkowo niczego złego nie dostrzegałam, nie miałam żadnych ostrzeżeń, że coś może być nie tak. Dopiero dużo później natrafiłam na sytuację, że jedna z dziewczynek wyszła z płaczem z pokoju pana Krzysztofa, ale on tłumaczył, że to z powodu tego, że na nią nakrzyczał za błędy w śpiewaniu. Poprosił, bym jej więcej nie przywoziła ze sobą. Spałam często w domu na Raniuszka, w tym w słynnej piwnicy. Liliana zamykała nas tam na klucz, było to może dziwne, ale się tym nie przejmowałam. Piwnica była zamieniona na studio, było tam dużo ciekawych rzeczy, więc mi się to podobało, fascynowało mnie. Można było poszperać po zakamarkach, znaleźć zdjęcia i oryginalne kasety Milesa Davisa, a także intymne listy, m.in. od wspaniałego człowieka, Jurka Czuraja, do Marysi. To wszystko było jak z baśni pełnej tajemnic. Czułam się na Raniuszka dobrze, bardzo im wszystkim ufałam, choć nienawidziłam pokoju pana Krzysztofa, bo kazał mi się tam kłaść na łóżko, a ja nie rozumiałam, po co. Mówił: „Posłuchamy muzyki”, a ja pytałam: „A pan też będzie leżał?” Odpowiadał: „Nie, ja posiedzę.” Ale nic mi nie robił. Pewnego dnia zaproponował, że chce być jak mój tata, a ja odparłam: „Ale ja mam tatę”  - mówi Jola.


Uważa, że już wtedy próbował dojścia do niej, jednak postępował z dużym wyczuciem i ostrożnością, wówczas tych działań tak nie interpretowała, nie rozumiała ich. Sadowski powoli zdobywał zaufanie. Wydzwaniał do dziewczynki, prowadził z nią długie rozmowy. Przyjeżdżał do jej domu, nocował tam.

- Próbował być ze mną sam na sam, zapraszał na spacery, ale wtedy moja mama się wtrącała i zawsze chciała nam towarzyszyć. Nadal byłam małą dziewczynką i mama mnie pilnowała, nie miał dostępu i myślę, że to mnie uratowało. Moja mama bardzo dużo ze mną rozmawiała, tłumaczyła, przez co byłam ostrożna, a dodatkowo pyskata. Gdy już miałam pierwsze symptomy, że coś może jest nie tak i miałam przyjechać do domu na Raniuszka, pytałam pana Krzysztofa, czy będzie Marysia, bo wtedy czułam się w tym domu bezpiecznie, wiedziałam, że przy niej nic mi się nie może stać. A jak nie było Marysi, to bardzo mocno trzymałam się z panią Ireną, która tam była gosposią i mam wrażenie, że ona mnie ostrzegała, starała się pilnować przed panem Krzysztofem – relacjonuje moja rozmówczyni. Inna kobieta, której proponował seks za pieniądze powiedziała mi, że pani Irena też ją chroniła, sugerowała, że nie powinna być z Krzysztofem sam na sam.

Bezcenna pierś


Po dwóch latach znajomości Krzysztof Sadowski uznał, że nadszedł czas na rewanż.

- Latem 1996 r. powiedział do mnie: „Znamy się tak długo i jak przyjdzie grudzień, to chciałbym dostać od ciebie na urodziny coś wyjątkowego”. Zapytałam, co to ma być. Odparł: „Chciałbym, żebyś podarowała mi swoją pierś”. „A co pan będzie robił z moją piersią?” - zapytałam. „Będę ją całował, pieścił, będzie moja na zawsze” - usłyszałam. Miałam 14 lat. Nigdy mojej piersi nie dostał. Ale ja wtedy zaczęłam rozumieć, o co chodzi, że coś niedobrego się dzieje i zaczęłam się temu przyglądać uważnie – opowiada Jola.


Nie było jej łatwo się z tym oswoić, bo prawda oznaczała koniec marzeń i szans na muzyczną karierę. Gdyby powiedziała o zachowaniu pana Krzysztofa mamie, ta z pewnością zabroniłaby jej przyjeżdżać do Warszawy.

- To była trudna sytuacja, bo ja tych ludzi kochałam, nie chciałam ich stracić, czułam jednocześnie, że jeśli nie dam mu tej nagrody, to coś mi ucieknie, coś się zamknie, bardzo się tego bałam. Przyszedł któregoś razu jak spałam w domu, wszedł i powiedział: „pamiętaj, nadchodzi grudzień, pierś jest moja”. To było straszne – mówi kobieta.



Grudzień minął, piersi nie dostał, Jola nauczyła się unikać sytuacji, w których mogłaby być zagrożona, pan Krzysztof nie naciskał, miał wiele innych ofiar. Tymczasem rezolutna nastolatka zaczęła wręcz prowadzić swoje prywatne śledztwo, przyglądając się działaniom Sadowskiego wobec innych dziewczynek.

Wykop Skomentuj102
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo