0 obserwujących
107 notek
45k odsłon
  391   0

ACTA i wolność Internetu

Oczywistą skłonnością władzy jest chęć kontrolowania wszystkich i wszystkiego. Internet jest/był (?) ostatnim obszarem poza kontrolą. Organy władzy w dobie dzisiejszej kontrolują prawie wszystko: rozmowy telefoniczne poprzez dostęp do bilingów i treści sms-ów, przestrzeń publiczną poprzez wszędobylski monitoring, zachowania konsumentów poprzez lokalizację pozycji odbiorników telefonii komórkowej, życie obywateli poprzez pomysły wprowadzenia takich narzędzi jak zamawiane przez MSWiA programy do infiltrowania zawartości komputerów czy Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych. Jedyną sferą poza kontrolą władzy był dotychczas Internet. Nic więc dziwnego, ze rządy starają się Internet poddać kontroli. Kontrolowanie sieci to kontrolowanie społeczeństwa, które w sposób masowy i na skalę globalną korzysta z WWW wymieniając się informacjami. Dla kogoś kto rozumie istotę władzy oczywistym jest, że funkcjonowanie tego obszaru bez kontroli jest jej zaprzeczeniem. Totalitaryzmy takie jak Chiny, Iran, Korea Północna nie mają żadnego problemu z poddaniem swoich obywateli kontroli w Internecie. Władza w tak zwanych państwach „demokratycznych” nie może wprost wprowadzić kontroli Internetu. Take umowy jak Anti-Counterfeiting Trade Agreement (ACTA), powołujące się na ochronę własności intelektualnych czy praw autorskich są dla niej doskonałym pretekstem do rozszerzenia kontroli Internetu na wszystkie obszary życia społecznego.

Pojęcie „prawa autorskiego” w rozumieniu np. ustawy z 1994 r. w dobie powszechnego Internetu i technologii informatycznych wydaje się być zupełnym anachronizmem. Pomijając już fakt, że każdy z setek milionów użytkowników Internetu jest „autorem” jakiejś treści z chwilą umieszczenia jej w sieci (np. ten wpis na blogu jest moją własnością), a przecież nikt z tych setek milionów internautów nie żąda ochrony swojego prawa do wytworzonych przez niego treści. Utrzymywanie takiego znaczenia pojęcia „własność intelektualna” jak proponują to autorzy ACTA w dobie Internetu jest zupełnym anachronizmem. Dziś każdy może zakupić w sklepie jakiś utwór (książkę, nagranie, film) skopiować go i udostępnić w sieci w formie pliku elektronicznego. Prawo autorskie musi się tu zderzyć z „prawem do nieskrępowanego korzystania z zasobów Internetu” funkcjonującym w świadomości internautów szczególnie młodego pokolenia. Pojęcie ochrony „praw autorskich” w dobie globalnej sieci musi zostać zweryfikowane. Utrzymanie jego znaczenia w „klasycznej” wersji nieuchronnie musi prowadzić do rozwiązań narzucających kontrolę Internetu odbieranych jako ograniczenie podstawowej wolności do której przez ostatnie dziesięciolecie rozwoju sieci zdążyliśmy się przyzwyczaić. Wolny Internet stał się przecież jedną ze zdobyczy cywilizacyjnych, swobód obywatelskich jak: prawo do nauki, prawo do ochrony zdrowia, czy swobody religijne i światopoglądowe. Wprowadzenie takich praw jak ACTA, prawo Sinde, SOPA pod przykrywką ochrony anachronicznie pojmowanego prawa własności intelektualnej w sieci mogą być pierwszym krokiem do ograniczenia swobodnego Internetu i jego kontroli. W istocie rozwiązania takie pozwalają na kontrolowanie przepływu wszystkich treści w Internecie pod pretekstem ochrony praw autorskich.
Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale