0 obserwujących
107 notek
45k odsłon
  461   0

Islamscy terroryści czy pożyteczni idioci?

Już dopiero co polski Minister Spraw Zagranicznych Grzegorz Schetyna powrócił z wizyty do Stanów Zjednoczonych, gdzie rozmawiał ze swoim amerykańskim odpowiednikiem Johnem Kerry, a krajową opinię publiczną przygotowuje się na następną bliskowschodnią krucjatę przy udziale polskich żołnierzy. Tym razem przeciwko nowemu kalifatowi powstałemu na terenach Syrii i Iraku tzw. Państwu Islamskiemu.

Jako pretekst do tej nowej amerykańskiej rozróby na Bliskim Wschodzie świetnie nadają się ostatnie ataki muzułumańskich radykałów na redakcję tygodnika „Charlie Hebdo” i bezpośrednie zagrożenie zamachami terrorystycznymi w samym centrum Europy: Paryżu, Londynie, Brukseli...

Tak oto Stany Zjednoczone uzyskają przyzwolenie na swobodne działania na terytorum Lewantu, pod flagą NATO (podobnie jak w 2001 r. w Afganistanie) i to już z przyzwoleniem amerykańskiej i europejskiej opinii publicznej, czego jeszcze dwa lata temu nie udało się osiągnąć podczas planowanego ataku na Syrię Baszara al-Asada.

Przypomnieć należy, że w roku 2013 prezydent Obama montował koalicję do ataku na Syrię, pod pretekstem rzekomego użycia przez reżim Asada gazu bojowego przeciwko cywilom w Damaszku. Wtedy to, z braku poparcia amerykańskiej i europejskiej opinii poblicznej oraz z powodu wycofania się pod naciskiem społeczeństwa, premiera Camerona z tej koalicji, prezydent Obama musiał zarzucić swoje plany obalenia syryjskiego dyktatora.

Nie będzie więc dziwne jeśli na wiosnę zacznie być organizowana kolejna „operacja pokojowa” przeciwko Państwu Islamskiemu na terytorium Syrii i Iraku, pod pretekstem walki z terroryzmem (w której Polska ochoczo weźmie udział, co zapewne obiecał w Waszyngtonie minister Schetyna).

Jakby tylko przy okazji obali się również reżim Asada w Syrii. O pretekst nie będzie trudno skoro wojska szerokiej koalicji znajdą się w bezpośredniej bliskości z armią syryjską na terytorium tego państwa (co normalnie należałoby uznać za agresję na suwerenne państwo tj. Syrię). Za jednym zamachem USA pozbędą się i dżihadystów (przynajmniej na jakiś czas, co pokazuje historia operacji w Afganistanie i Iraku) oraz obalą rząd Asada w Damaszku.

Do rozprawienia się z Państwem Islamskim wystarczyłoby, żeby Amerykanie wymusili na Arabii Saudyjskiej i Katarze zaprzestanie wspierania dżihadystów bronią i pieniędzmi oraz odcięcie od możliwości sprzedaży ropy z zajętych przez nich terenów. Syryjski satrapa resztę zrobiłby sam. Ale przecież nie o to chodzi.

Wszak wszystko sprowadza się nie do wojny z kalifatem, czy nawet z Baszirem al-Asadem, ale do uzyskania dogodnej pozycji do nacisków w rozmowach z Iranem.

Tak więc to, czego nie udało się osiagnać Waszyngtonowi w 2013 r., czyli uzyskanie zielonego światła dla „operacji pokojowej” w Syrii (co również skutecznie zablokowali Rosjanie, którzy poczuli się oszukani w związku z wcześniejszym przekroczeniem przez NATO postanowień rezolucji ONZ dotyczącej zakazu lotów i ochrony ludności cywilnej w Libii, co miało trochę później odbicie u naszych bezpośrednich sąsiadów i co skończyło się rozłamem ich państwa, a co powinno skłonić nas do przemyśleń nad pytaniem - czy tak ślepa wiara w szczerość amerykańskich intencji do szerzenia demokracji na świecie jest rozsądna. Czy liczy się tylko amerykańska geopolityka?), teraz wydaje się być w zasięgu ręki.

Czy młodzi francuzcy dżihadyści, którzy zaatakowali redakcję „Charlie Hebdo” są „pożytecznymi idiotami”, a razem z nimi całe przywództwo Państwa Islamskiego? (bo chyba posądzać ich o to, że są narzędziem w rękach amerykańskiego i izraelskiego wywiadu, byłoby zbyt daleko idące).

Już sam przywódca libańskiego Hesbollahu szejk Hasan Nasrallah, widząc przecież co się święci, mądrze potępił atak islamskich ekstremistów! (a jeśli mówi to przywódca szyickiego Hesbollahu to wiadomo, kto każe mu to mówić).

Wiele wskazuje więc na to, że Amerykanie znowu mogą chwycić wiatr w żagle i dzięki terrorystycznym atakom w Paryżu uzyskać zielone światło dla nowej interwencji na Bliskim Wschodzie.

Po nitce do kłębka - czyli do Iranu, a pętla wokół Chin zacznie się zaciskać.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale