0 obserwujących
107 notek
45k odsłon
  247   0

Związki partnerskie, in vitro, aborcja..., a co mnie to obchodzi.

Sejm nie będzie w tej kadencji zajmował się projektem ustawy o związkach partnerskich autorstwa Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Prawdopodobnym jest, że tą kwestią w ciągu następnych dziesięciu lat nie zajmie się już żaden kolejny sejm. Taki mamy klimat. Ale tak naprawdę, czy to kogokolwiek jeszcze obchodzi?

Związki partnerskie, in vitro, aborcja, środki antykoncepcyjne, pigułka „dzień po”, badania prenatalne – od ilu już lat słyszymy dyskusję o konieczności wprowadzenia uregulowań prawnych lub zakazów, liberalizacji lub zaostrzenia przepisów w tym zakresie? Jeszcze w czasach kiedy Lech Kaczyński jako Prezydent Warszawy zakazywał przejścia w stolicy europejskiego państwa Parady Równości, spory ideologiczne wokół tych kwestii pomiędzy środowiskami liberalnymi, lewicowymi, wielkomiejskimi, feministycznymi, LBGTQ a środowiskami konserwatywnymi, narodowcami, katolikami, prawicą emocjonowały dużą część społeczeństwa w takim stopniu, że były istotnym czynnikiem w podejmowaniu decyzji o głosowaniu w wyborach na taką czy inną partię.

Czy dziś R. Giertych ma rację, że polskie społeczeństwo jest coraz bardziej konserwatywne, a debata wyborcza wokół tych tematów obchodzi promil społeczeństwa?                                                                                                         

Po latach złudnych obietnic składanych przed każdymi wyborami przez Platformę Obywatelską, która miała jak się okazało pozorne tylko możliwość załatwienia wielu z tych spraw jako partia sprawująca władzę przez ostatnie osiem lat, zgodnie z oczekiwaniami części środowisk wspierających ją, duża część wyborców, straciła złudzenia i uznała, że dadzą sobie radę sami.                                                                      

Po każdych wyborach okazywało się, że albo PO była wewnętrznie zbyt mało wyrazista w kwestiach światopoglądowych, lub jej skrzydło konserwatywno-katolickie było zbyt silne w ławach poselskich by przeprowadzić liberalne zmiany, lub ministrem zostawał jakiś Gowin, Królikowski czy Neumann, lub reformy prawa pilotowane były przez ludzi o poglądach prof. Zolla i przesyłane na adres e-mail Opus Dei, lub trzeba było balansować na linie aby nie zrazić do rządu Episkopatu itd.       

Ludzie przestali liczyć na to, że państwo ureguluje dla nich w europejski sposób te kwestie i nauczyli się po prostu radzić sobie sami.

Związki partnerskie – zawsze można wyemigrować do Anglii lub Hiszpanii, tam nie ma z tym problemu. In vitro – kliniki na Słowacji stoją otworem przed każdą parą pragnącą mieć dzieci. Pigułka „dzień po” – w Czechach można ją kupić w każdej aptece bez recepty. Badania prenatalne, aborcja – niemieccy specjaliści nie mają dylematów co powie kościół itd.

A że trzeba za to zapłacić? A co w Polsce nie trzeba?

I w tym kontekście rzeczywiście, to już nikogo nie obchodzi

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale