7 obserwujących
129 notek
99k odsłon
217 odsłon

Zrobieni w konia - postanowienie o umorzeniu śledztwa w Jedwabnem

Wykop Skomentuj3

Remanenty: 2016 r. 

Minęły lata , a my stoimy w tym samym miejscu.

Druga strona czyni z Jedwabem co chce, więcej nawet, Gross et co. może już bez obawy głosić , że Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców, dzięki polskiej prokuraturze i "ekspertyzie" p. Gontarczyka.

"My tu gadu - gadu, a z tematyki odkłamywania polskiej historii, mylnie zwanej polityką historyczną, zrobił nam się tryptyk na niniejeszym blogu;) 

Pozostawiam innym rozważania czy „dobra zmiana” w efekcie końcowym  zda egzamin „przed Bogiem i historią” a nade wszystko przed Wyborcami, w szeregach których rośnie silna insurekcja przeciw kontynuacji tolerowania przez polskie władze aktów zakłamywania naszej historii lub jej selektywnego odkłamywania . 

Co by nie zostało powiedziane w tym temacie do tej pory, pozostawiało w moim odczuciu, pewien niedosyt. Brakowało jakiegoś bezpośredniego dowodu (poza opiniami o danym dowodzie) który wspierałby pojawiające się konkluzje. Brakowało testu „niewiernego Tomasza”. 

Postanowienie o umorzenia śledztwa w Jedwabnem z 30 czerwca 2003 r. jest wymaganym tu dowodem dla "niewiernych Tomaszy" tego świata, który jawi sie zarazem jako akt oskarżenia przeciw organom państwa polskiego i jej funkcjonariuszom przyłapanym , wydaje się, in flagranti na naruszeniach prawa oraz powierzonych im obowiązków konstytucyjnych.


http://www.djvu.com.pl/djvu/IPN/Sledztwa/source_pdf/jedwabne_postanowienie.pdf 

Dlaczego, przy szerokich reperkusjach międzynarodowych sprawy, dokument ten nie został rozpowszechniony i przetłumaczony przynajmniej na język angielski, pozostaje tajemnicą, ale dolewa oliwy do ognia oskarżeń,  że IPN wstydliwie ukrywa swój „performace”. 

Przy okazji,  pan Kieres (ówczesny prezes IPN), prokurator Ignatiew czy śp. Lech Kaczyński (ówczesny Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny)  nie są jedynymi, których te fakty obciążają . Wypada zapytać, gdzie byli polscy parlamentarzyści, media albo kawiorowa elita uniwersytecka widząc ową skalę trawestacji sprawiedliwości; i to zarówno w sferze samego prowadzenia śledztwa, sposobu jego „zakończenia” jak i przyjęcia wniosków w imieniu państwa polskiego? 

Bez względu na swą jakość dokument ten, paradoksalnie, jest elementem przełamania kontroli przekazu skonstruowanego przez J. T. Grossa et consorteso tzw Pogromie w Jedwabnem  czy to w aspekcie mitycznej ilości ofiar, czy wątpliwej wiarygodności „koronnych” świadków, których zeznania pieczołowicie przechowują poważane instytucje na kilku kontynentach. Najbardziej jednak szokujące jest to,  w jaki bezceremonialany sposób śledztwo zostało przerwane, na skutek ingerencji z zewnątrz, kiedy biegli odnależli przy szczątkach ofiar niemiecką amunicję, a także bizuterię i pieniądze, co wykolejało z góry przyjęte "założenia procesowe". 

Dlatego pozostaje nieznany szerszym kręgom opinii publicznej? 

Osądzmy sami, oto wybrane aspekty (dokument liczy 203 trudnych do czytania stron): 

Formalnie śledztwo toczone było „ w sprawie” (in rem) , faktycznie cały materiał dowodowy i przyjęte 3 tezy procesowe wymierzone były przeciw społeczności polskiej (in personam); sprawstwo niemieckie było od początku do końca marginalizowane i omawiane w formie konfabulacji i przywoływania literatury przedmiotu, „której analiza nie dostarcza podstaw do zmiany ustaleń procesowych”  ( str. 1,7, 140); 

Mowa o masowym zabójstwie „nie mniej niż 340 osób” (str. 1) 

Postępowanie prowadzono na podstawie dekretu z 1944 roku ( wprowadzonego 3 lata po zbrodni) a nie kk z 1932 roku , co narusza zasadę zakazu retroaktywnego działania prawa, wbrew opinii prezentowanej przez prokuratora (str.7) 

Śledztwo wszczęto pierwotnie na podstawie listu, bliżej nie zidentyfikowanej osoby prywatnej, określanej jako Całka Migdał z Montevideo ( tego samego z pamiętników premiera Daszyńskiego?), a dostarczonego przez Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie do organów ścigania (str.7,8) ; pomimo że rzekomy autor listu posiadał jakoby rodzinę w Jedwabnem informacje o zbrodni zaczerpnął „od nieustalonej osoby w Palestynie”; 

Działania śledcze były prowadzone przez antypolski aparat terroru komunistycznego (UB) i komunistyczny aparat wymiaru sprawiedliwości wedle ich rejonizacji i na różnych szczeblach strukturalnych; prokurator Ignatiew zauważa , że poprzednie postępowania „ nie wyjaśniły wszystkich okoliczności zbrodni”, w tym „rozbieżności jakie pojawiły sie w relacjach osób przesłuchiwanych” (str.2); 

Przykłady „,materiału dowodowego” przyjmowanego wedle „swobody oceny” organu  w nastepujących po sobie postępowaniach karnych : „świadek zeznał , że zeznania zostały wymuszone siłą”;” świadek diametrialnie zmienił wersję swoich zeznań”, „zeznania nie mogą być użyte w śledztwie”, „zeznania nie zostały zweryfikowane”, „świadek ze słyszenia (hearsay)”, "świadek wielokrotnie prostowała swoje zeznania'  (str. 14, 16, 18, 21, 87, 97, 152); 

(str.171) – polecenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 30 maja 2001 o restrykcjach w prowadzeniu ekshumacji , co spotkało się ze stanowczym protestem ekspertów; 

(str.172) – w dniu 4 czerwca 2001 Minister Sprawiedliwości osobiście nadzoruje zamknięcie czynności ekshumacyjnych; 

(str. 181) dwie różne relacje jednego ze „świadów koronnych” - Wasersztejna pokazują, że musiałby pojawiać się w wielu miejscach na raz. 

(str. 191) – Commander SS Hermannn Shaper przedstawia zaświadczenie lekarskie , że nie może być świadkiem w śledztwie (sic!) 

(str 195) zdaniem prokuratora Ignatiewa „sztampowość większości protokołów, mała ilość zawartych informacji , nie weryfikowanie danych ilustruje , że UB „nie miała interesu, żeby fabrykować dowody w sprawie" (sic!) 

(str.200) niepełny wymiar prac ekshumacyjnych , a także niemożliwość zweryfikowania hipotezy o istnieniu grobu lub grobów zbiorowych nie pozwala na ustalenie w sposób pewny liczby ofiar , a mimo to podawana jest liczba " nie mniejsza niż 340". 

(str. 201) – lewitacja pana prokuratora: przypisuje „sensu largo’ sprawstwo zbrodni Niemcom i „sensu stricto” polskim mieszkańcom Jedwabnego”; chociaż kardynalna zasada prawa mówi o odpowiedzialności okupanta wojującego za przestrzeganie porządku i prawa, a jak sam niżej przyzna, nie powołał biegłych , żeby ustalić intencje / stan umysłu uczestników tych wypadków na „okoliczność” zastraszenia terrorem,  a nawet kwestie bezpośredniego działania pod lufami karabinów wroga. 

(str. 202) – Polako - żercze, obrażliwe dla ofiar terroru, nieuprawnione, sowieciarskie w sugerowaniu odpowiedzialności zbiorowej, głupie po prostu,  ”rozwinięcie”: „ nie jest możliwe określenie przyczyn biernego zachowania się większości ludności miasteczka w obliczu zbrodni. W szczególności nie można przesadzić czy bierność ta była wynikiem akceptacji zbrodni czy też wynikała z zastraszenia brutalnością działania sprawców”."

Z ostatniej chwili:  https://www.salon24.pl/u/zoominto/1003246,jedwabnegate




Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale