Piotr St. Król Piotr St. Król
177
BLOG

Brykamy proszę Państwa, brykamy!

Piotr St. Król Piotr St. Król Kultura Obserwuj notkę 0
Ten tekst oddaję tym razem we władanie postaciom literackim, które zgłosiły się do mnie jakiś czas temu z zażaleniem na ministerialnego „edukatora”, a ściślej mówiąc „edukatorkę”, która postanowiła ograniczyć ich prawo wolnego i nieskrępowanego dostępu do latorośli szkolnej. Powyłazili z kart zakurzonych książek na półkach bibliotecznych... i się zaczęło! Oj, zaczęło...!
– Chce pan może polizać miodku, ale tylko troszeczkę, błagam... – pierwszy wgramolił się na moje biurko Miś Puchatek trzymając w ręku wielki słój. Za nim powłócząc ogonem podążał Tygrysek. – Cholera, co za czasy, nawet brykać się nie chce – klapnął ciężko na moim notatniku i westchnął smętnie.
Po chwili zza grubych tomiszczy Trylogii Sienkiewicza wychylił się Pan Zagłoba, a za nim cała kompanija druhów z wielce ponurymi minami. Tylko Roch Kowalski jakiś rozanielony był i Panią Kowalską wywijał nad głową, aż mu w końcu wuj w łeb przyłożył mówiąc – Schowaj durniu tę swoją chudą babę do pochwy, żałoba ci przecież w narodzie jest!
Zaraz za nimi ukazali się Romeo Montecchi i Julia Capuletti, kłócili się o coś zawzięcie. On do niej – Właź mi tu zaraz na ten balkon głupia, bo ta mowa miłosna mi ze łba wyleci... Ona mu na to – Sam sobie właź, albo idź się już najlepiej truć, teraz wszystko na skróty w literaturze trzeba nam robić, nie wiesz o tym, głupku jeden!
Kiedy już wszyscy się zeszli zapadła grobowa cisza, przerywana co jakiś czas odgłosami mlaskania Puchatka zza wielkiego słoja i głuchym postukiwanie Kowalskiej o blat biurka.
– A Pan Michał gdzie? – zapytał Longinus Podbipięta rozglądając się po zebranych. – Pan pułkownik po zagonach się ugania... – doszedł z tylnych rzędów głos Luśni. – Za Tatarzynem? – Nie..., za dziewkami, wiosenka w pełni. Pan Michał mówi, że na swoją Baśkę to czekać nie będzie, bo mu ją pewnikiem z historyji Pana Henryka ministeryje jakoweś wytną! Do klasztoru też nie ma zamiaru się wybierać!
– A może byśmy jakiś układ trzymający władzę stworzyli, no... literacką znaczy się? – cicho zapytał Mis Puchatek. – Albo może miodkiem przekupić by trzeba ministeryję edukatorską?
– Do ula chcesz trafić głuptasie?! – Zagłoba zaśmiał się pod nosem. – Do ula?! Jasne, że chcę do ula! Tam miodek jest, tylko te pasiaste cholery tną po tyłku, ale co tam! Chcę do ula! Imć Zagłoba potargał go delikatnie za ucho – W tamtym ulu tną po tyłku pewnikiem, ale miodku tyle co włosów na moim łysym czerepie, głuptasku! – Aaa.., to nie idę... – stwierdził Puchatek i wsadził łepek do słoja wylizując złociste resztki z dna.
– Patrzcie no, jakie to czasy nadeszły, teraz tylko bryki i bryki w modzie – stwierdził ktoś żałośnie w trzecim rzędzie. – Bryki...?! – Tygrysek skoczył jak oparzony w górę – Ja kocham bryki, ja brykać sobie cały dzień, Huraaaa! Brykajmy wszyscy, brykajmy! – zaczął skakać jak sprężyna po całym biurku. – Weźcie tego kota stąd, bo mu jak nic zaraz ten ogon odstrzelę! – warknął Luśnia. – Albo na pal wsadzę i upiekę na kolację dla wron. Azja Tuhaj-bejowicz zerwał się z miejsca i wrzasnął – Pal ci dla mnie przeznaczon, a nie dla jakiegoś zwariowanego, brykającego mi tu kota, panie Luśnia! A jeszcze zawczasu Panią Basieńkę pomacać mi przyjdzie... – rozmarzył się wznosząc oczy do góry i drapiąc po rybim tatuażu na piersiach.
– O Baśce to Azja zapomnij, o palu też, choć szkoda, bo czekam na to zawsze z niecierpliwością! W brykach szkolnych, czyli w skrótach ministeryjnych rzec ujmując konkretnie, będziesz pan tylko marnym, nic nie znaczącym epizodem – wyjaśnił Luśnia zerkając łakomie spode łba na dorodnego synalka Tuhaj-beja.
Co robić, co tu robić... – wzniósł do góry ręce zacny Longinus Podbipięta herbu Zerwikaptur – Jak ja tych cholernych trzech łbów jednym przepisowym machnięciem na raz nie zetnę, to białki żadnej nie zasmakuję! Przysięgać mi się zachciało, idiocie! Zerknął z zazdrością na wdrapującego się właśnie na biurko Pana Michała Wołodyjowskiego, który dopinając po drodze swoje hajdawery i wąsem zawadiacko poruszając wrzasnął na całe gardło – Szable w dłoń bracia, szable w dłoń! Ojczyzna nasza wzywa, ministeryje pod półkami nam knują i po zagonach harcują dziewki mi płosząc, do broni bracia! Wszyscy zerwali się jak jeden mąż i za Małym Rycerzem z wielką ochotą i zapałem podążyli: Roch Kowalski wymachując Panią Kowalską nad dorodnym czubem dyndającym mu nad czołem, Luśnia z szablą i palem pod pachą, Longinus cwałując wielkimi susami z ogromnym mieczem krzyżackim, Pan Zagłoba wymachując potężnym kuflem, który przezornie wcześniej opróżnił, Romeo biegł chyżo, niczym stumetrowiec, być może dopingowany przez Julkę, która podążała za nim z wielką flaszką z jakąś tajemną miksturą, Miś Puchatek ze słojem na głowie, który na amen mu się na niej zaklinował, a między całą tą zacną drużyną brykał radośnie Tygrysek trzymając przezornie w łapie swój ogon w obawie przed spełnieniem obietnicy Luśni, który chciał mu go jeszcze niedawno odstrzelić...
Zapadła cisza. Rozejrzałem się po biurku. Obok starego pióra marki Parker stała jakaś zakapturzona postać. Wzniosła do góry chude, kościste ręce i westchnęła – Nie uchodzi, nie uchodzi... Księżulo z półki Pana Hrabiego Fredry tu się pofatygował.
– To ja ich zaraz zatrzymam – powiedziałem i zerwałem się zza biurka.
– Stój głupcze! – wrzasnął przejmującym głosem ksiądz. – Oni w słusznej sprawie idą bój toczyć i im z serca błogosławię na drogę. Ministeryji edukacyjnej nie uchodzi, nie uchodzi, nie uchodzi... Oddalając się powtarzał te słowa, jak mantrę. Po chwili zniknął w ciemnych zakamarkach półek z książkami.
– Nie uchodzi... – powtórzyłem za nim. I powtarzam to do dziś.

Ciekawy świata i ludzi, obserwujący wszystko lekko "z ukosa"...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura