Piotr St. Król Piotr St. Król
107
BLOG

Psycho(b)logia

Piotr St. Król Piotr St. Król Kultura Obserwuj notkę 0

         Żyjemy w czasach nowej społeczności: wolnej, nieskrępowanej żadnymi barierami, ograniczeniami, ekspansywnej i wolnomyślicielskiej. Rozrasta się ona w postępie niemal geometrycznym. Przeważają młodzi, ale nie brakuje też i starszych; z pierwszych stron gazet i nieznanych nikomu poza bardzo wąskim gronem rodzinnym, koleżeńskim. Ostatnio usłyszałem taki zwrot: „mam wam coś do zablogowania”. To znaczy coś więcej niż: „mam wam coś do powiedzenia”.

Przyznaję, że przez długi czas podchodziłem do internetowych blogów jak „do jeża”. Omijałem je z daleka. Szczególnie, gdy zaczęli pisywać tam m.in. politycy, a ich „złote myśli” trafiały na czołówki publikacji medialnych. Jednak pewnego dnia postanowiłem odwiedzić tę społeczność, uważnie rozejrzeć się i zapoznać z prezentowanymi treściami. Już po przeczytaniu kilku tekstów odniosłem wrażenie, jakbym zaglądał przez dziurkę od klucza do miejsc intymnych, zastrzeżonych, bardzo osobistych. Zdumiewające, że w czasach, w których relacje międzyludzkie są coraz trudniejsze, a komunikacja społeczna oparta jest głównie na pośrednictwie mediów (nawet decyzje o rozwodzie ogłaszane są przez celebrytów coraz częściej „do narodu”, a nie do samego zainteresowanego, jak to uczyniła ostatnio jedna z naszych gwiazdeczek muzycznych) – to właśnie Internet stał się lekarstwem na samotność, terapią psychoanalityczną i wreszcie – takim szczególnym wentylem, gdzie ulatują nagromadzone frustracje, niepokoje, lęki. Ale nie tylko – jest tu też miejsce na autokreację, wykrzyczenie całemu światu (dosłownie!) swoich radości, podzielenie się sukcesami. Jeszcze kilkanaście lat temu słyszało się stwierdzenia, że Internet odczłowiecza, a tu proszę – wręcz przeciwnie!

Charakterystyczną cechą gramatyczną blogów jest forma artykułowania treści w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Dziewięćdziesiąt procent prowadzi coś na kształt dzienników, zapisków z dnia codziennego. Można zrozumieć taką postawę, w końcu większość ma taką przypadłość, że koniec własnego nosa stanowi granicę nieprzekraczalną. Ale są wyjątki od tej reguły. I to one skłoniły mnie do uważnej lektury kolejnych blogów.

Narodziny ciężko chorego dziecka to dla rodziców ogromny stres, psychiczny ból, osamotnienie (nic tak nie wystrasza bliźnich, jak choroba). Jedna z matek, która znalazła się w takiej sytuacja kilkoma stuknięciami palców na klawiaturze komputera utworzyła blog, gdzie dzień po dniu dzieliła się w sieci internetowej informacjami dotyczącymi heroicznej walki o zdrowie swojego maleństwa. Historię dramatu pisało dzień po dniu życie. Ta historia została zauważona przez wielu Internautów, którzy z całego serca wspierali rodziców i chore dziecko, współuczestniczyli w codziennych zmaganiach drugiego człowieka z losem. Dramatyczny, ale jakże piękny przykład tworzenia się internetowego solidaryzmu w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Penetrując ogromne zasoby w sieci, korzystając m.in. ze specjalistycznych wyszukiwarek, starałem się odszukać blogi, w których poruszane by były problemy osób niepełnosprawnych. Zaskoczyła mnie znikoma ich ilość. No cóż, podejrzewam, że autorzy kryją się pod wieloma nickami i przedstawiają się w wykreowanym świecie, być może lepszym i przyjaźniejszym niż ten rzeczywisty. I dobrze. To też jest terapia, psychiczne oderwanie się od trudnych realiów dnia codziennego.

A na koniec coś o mnie, to znaczy o płci brzydszej. Jakiś czas temu znalazłem w sieci blog Marii Czubaszek, znakomitej satyryczki. Tak dowcipnej, ale i dającej do myślenia analizy mężczyzn dawno nie czytałem. W większości są oni, zdaniem pisarki: "mało sprawni, zarówno fizycznie, jak i umysłowo"... I na co mi przyszło tak intensywnie i zachłannie szperać po blogach? Co nieco pokarało (i rozbawiło) - oberwałem w czub(aszek).

 

Ciekawy świata i ludzi, obserwujący wszystko lekko "z ukosa"...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura