Sevilla, 2055 rok
Kurier z firmy UHAHA zatrzymał się przed wejściem do domu profesora Roberto Jose Afficollasa i otarł pot z czoła. Mimo ukończenia z wynikiem celującym obowiązkowego kursu lingwistycznego wciąż miał poważne trudności w porozumiewaniu się w nowym, oficjalnym języku Unii Europejskiej z wybitnym naukowcem i wielkim, światowym autorytetem w dziedzinie prawa ewolucji stosowanej. Westchnął i nacisnął dzwonek.
– Pan profesor jest teraz w ogrodzie. Pozwól młodzieńcze za mną.
Czekoladowa piękność ubrana tylko w skąpą spódniczkę z ekologicznego materiału imitującego liście avocado zaprowadziła go do wielkiego ogrodu, zaprojektowanego przez znanego katalońskiego architekta Ubuto, który preferował styl „wrrha uhm mmia”, co w tłumaczeniu na język hiszpański znaczyło: „un machete y una selva” (pol.: „maczeta i dżungla”). Zanim ruszył na poszukiwanie wybitnego naukowca w gęstym buszu spojrzał z zachwytem na czerwone korale pięknie układające się na nagich, kształtnych piersiach służącej. Podziwiał chyba trochę zbyt długo, gdyż zniecierpliwiona wcisnęła mu w rękę wielką maczetę i odchodząc powiedziała – To na wypadek, gdybyś miał kłopoty w odnalezieniu drogi powrotnej...
Ruszył przed siebie wąską ścieżynką wijącą się wśród tropikalnej roślinności. Co chwila wołał w oficjalnym, europejskim języku nowożytnym – „ahuaa prufuu Afficollas!”, wydymając z szacunkiem wargi i pomlaskując przy słowie „prufuu”, co w języku hiszpańskim znaczyło: „Profesor” (w języku z nadwiślańskiej krainy – podobnie). Odpowiadały mu tylko bajecznie kolorowe papugi naśladując skrzecząco – „ahuaa prufuu, ahuaa prufuu...” – nie wydymając przy tym z szacunkiem dla wybitnego naukowca w dziedzinie prawa ewolucji stosowanej swoich zagiętych, sztywnych dziobów. Za to z ochotą upstrzyły mu koszulę i gęstą, czarną czuprynę. Nie narzekały na zaparcia.
Po kwadransie zgubił gdzieś ścieżynkę i wpadł w panikę. Wymachiwał energicznie „el machete” przedzierając się przez „la selva” rozglądając się na wszystkie strony. Popełniał kolejny już raz w tym miejscu podstawowy błąd w zakresie orientacji – nie zadzierał od czasu do czasu głowy do góry. Jakaś podstępna, kolczasta roślina rozdarła mu koszulę i podrapała twarz. Wściekł się i już chciał ją ściąć przy pomocy „el machete”, gdy nagle poczuł, że coś spadło mu na głowę. Była to skórka od banana. Po chwili wylądowała koło niego następna. Spojrzał w górę i odetchnął z ulgą. Profesor Roberto Jose Afficollas trzymając się jedną ręką grubej liany, drugą wyjmował z zawieszonej dużej torby na krótkiej, owłosionej szyi kolejny obiekt badań nad wpływem konsumpcji owoców na grawitację Małp Wielkich, „towarzyszy ewolucyjnych”* homo sapiens. Chyba coś zaszwankowało w proporcjach konsumpcyjno-grawitacyjnych, gdyż nagle liana urwała się i stary szympans „prufuu” wylądował na plecach kuriera z firmy UHAHA.
– Auu! Mierda! – młodzieniec zaklął i rzucił paczkę wypełnioną bananami z Republiki Środkowoafrykańskiej. „Prufuu” Afficollas chwycił przesyłkę i wskoczył na drzewo w celu podjęcia kolejnych dociekań naukowych, które wkrótce miały „zaowocować” Nagrodą Nobla.
Pod wieczór kurier z obłędem w oczach, machając na oślep „wrrha”, czyli tłumacząc na hiszpański – „el machete”, znalazł się przed domem profesora. Czekała tam na niego lekko już zaniepokojona, czekoladowa piękność. Minął ją nie patrząc nawet na jej czerwone korale na kształtnych piersiach w kolorze czekolady Milka, co wyraźnie wskazywało na szok pourazowy.
– Proszę chwilę zaczekać! – zawołała. Dogoniła go przed drzwiami wejściowymi i wcisnęła w rękę pieniądze oraz kartkę papieru. Na ulicy wepchnął banknoty do kieszeni i zerknął na papier. „Zamówienie – banany z Wybrzeża Kości Słoniowej. Ilość – 25 kg. Zamawiający – Profesor Roberto Jose Afficollas. Dostawa...”
– Puta! – zawołał na cały głos wymachując pięściami w stronę domu profesora.
– Mummuha brrrr (hiszp. – Documentos por favor; pol. – dokumenty proszę) – goryl..., to znaczy „towarzysz ewolucyjny” w stopniu sierżanta policji położył potężną łapę na ramieniu kuriera. Młodzieniec znając już zasady panujące w „mmia” czyli „la selva” (tzw. „zasady dżungli”) wykazał się refleksem. Wyjął szybko pieniądze i wcisnął „towarzyszowi ewolucyjnemu”, czyli Wielkiej Małpie w łapę. Genetycznie niewiele różniła się od homo sapiens. W końcu też była już w myśl stawy – homo. Wzięła i poszła kupić sobie banany i wódkę. Wieczorem miał być transmitowany mecz piłki nożnej, na który jak zawsze czekała cała Hiszpania – FC los Monos del Rey (FC Małpy Królewskie) z FC Barcelona.
Warszawa, 2011 rok
To był tylko mój jakiś „poplątany futurystycznie” sen... A może jednak...
Któryś raz już oglądam mój ulubiony film pt. „Goryle we mgle” Michaela Apteda z rewelacyjną Sigourney Weaver w roli głównej. Trzeba przyznać, że rewelacyjnie zagrali też nasi „towarzysze ewolucyjni”, jak ich określa m.in. obecny premier Hiszpanii Jose Luis Rodriguez Zapatero. Na tę piękną scenę czekam zawsze z niecierpliwością – zastygłe nieruchomo, niczym wielkie posągi, goryle na zboczu wzgórza w porannej mgle, wpatrzone w dal, z jakimś szczególnym, im tylko znanym, zamyśleniu. Zastanawiają się nad pozyskaniem równych uprawnień z homo sapiens? Po jaką cholerę im to?! A może Zapatero chce w dowód wdzięczności ich głosów dla swojej partii w kolejnych wyborach parlamentarnych? W końcu to są prawie ludzie, muszą mieć swoje prawa i... obowiązki. No właśnie. A jak któryś z „towarzyszy ewolucyjnych” da w mordę homo sapiensowi – to paragraf i do ciupy? A jak krzywo spojrzy na murzy... pardon – afroamerykanina, to będzie niepoprawność polityczna i ostracyzm społeczny? A jak klepnie w tyłek blondynkę w autobusie, to będzie posądzony o molestowanie?
Kilka genów różnicy – jakie to szczęście, może myśli sobie niejeden Gorilla na zboczu afrykańskiej góry, zatopiony w refleksyjnych rozważaniach oraz wtopiony w poranną mgłę. A może nadać tym osobnikom homo sapiens nasze prawa i obowiązki? Zamiast skakać po Parlamencie Europejskim i ustanawiać normy dotyczące kąta zagięcia banana niech poskaczą, jak my, po drzewach! Kiedyś to przecież robili całkiem nieźle, ci nasi, jak im tam – „towarzysze ewolucyjni”...
* „Towarzyszami ewolucyjnymi” określił m.in.: szympansa, goryla, orangutana Pedro Pozas - dyrektor Projektu Wielkich Małp, realizowanego przez filozofów i naukowców, którzy twierdzą, że zwierzęta zasługują na te same prawa, co ich najbliżsi „genetyczni krewni”, czyli homo sapiens.
Jak podały jakiś czas temu media – hiszpańskie małpy są o jeden krok od przyznania im praw… człowieka. Małpy mają dostać takie samo prawo do życia i wolności jak ludzie.
– To historyczny dzień w walce o prawa zwierząt i obronę naszych „ewolucyjnych towarzyszy”, który zapisze się w historii ludzkości – podkreślił Pedro Pozas. Wielkie Małpy to „biologiczna rodzina”, do której należą między innymi szympansy, goryle, orangutany... jak również i ludzie.
Tak na marginesie - w Szwajcarii grupa ekologów zastanawia się już nad wprowadzeniem równych praw dla roślin polnych, kolejnych „towarzyszy z biologicznej rodziny”...



Komentarze
Pokaż komentarze