Jeżeli Waldemar Trochimiuk zostanie burmistrzem, życie po przasnysku przeniesie się na stadion - wieścił pod koniec ubiegłego roku Tomasz Ulatowski, który 5 lat temu zakładał w Przasnyszu Platformę Obywatelską, ale „wykolegowany” z niej przez znajomych jakich zaprosił do tej partii, usunął się w cień (wielka szkoda, bo jest to bez wątpienia jedna z najciekawszych indywidualności w mieście i powiecie) i z rzadka komentuje na użytek znajomych, co dzieje się na lokalnej scenie politycznej. Słowa te sprawdziły się aż nadto podczas ostatnich Dni Przasnysza. Swoje doroczne święto przasnyszanie obchodzili właśnie na stadionie, gdzie ustawiono okazałą scenę, a jedno z boisk z powodzeniem zamieniono na widownię, która pomieściła pewnie ponad 5000 osób podczas kulminacyjnego koncertu jaki dał zespół „Dżem”.
Mam jednak pewne wątpliwości, czy impreza, która ze swojego założenia i nazwy miała być Dniami Przasnysza i od tego roku także całej otaczającej go ziemi, była w rzeczywistości uroczystością uobecniającą i unaoczniającą to co najciekawsze ma Przasnysz do pokazania reszcie świata, a zwłaszcza w jakim zakresie jest od tej reszty troszkę inny, oryginalny i niepowtarzalny. To oczywiście zadanie czy wręcz wyzwanie wcale niełatwe i trzeba by się nad nim zastanawiać i do niego przygotowywać nie na miesiąc czy dwa przed otwarciem tej uroczystości, ale właściwie cały rok, bo jest ona przecież już od dawna wydarzeniem cyklicznym wpisanym do dorocznego kalendarza Przasnysza, a teraz już i powiatu.
Czyż jest esencją przasnyskości promocja tomiku poetyckiego twórcy (nawet gdyby był najznamienitszy) z Warszawy, gdy tymczasem mamy do zaoferowania prawdziwy talent liryczny Krzysztofa Turowieckiego, którego nie stać jednak na wydanie zbioru wierszy w edytorskiej oprawie z prawdziwego zdarzenia. Czy należało akurat teraz lansować twórczość fotografików wrocławskich, bardzo skądinąd interesujących, gdy tymczasem niezwykłe fotogramy Tadeusza Myślińskiego ukazujące urodę przasnyskiej ziemi czekają na zebranie ich w albumie, który mógłby być ogólnopolską wizytówką Przasnysza i okolic promowaną akurat podczas regionalnego święta?
Ale najtrudniej wybić się tu na miejscu. Tutaj toczy się walka o kawałek prestiżu, odrobinę autorytetu, cząstkę uznania. Jeśli ktoś rodem z Przasnysza robi karierę gdzieś w Polsce, czy wielkim świecie, natychmiast staje się przedmiotem dumy przasnyszan i trafia do Wikipedii (ogólnoświatowej encyklopedii w Internecie). Miejscowym wara. Może po prostu Przasnysz jest za mały do podziału na zbyt wiele ambicji?
Z pewnością doświadczył tego również burmistrz Waldemar Trochimiuk, który ledwo drugi raz w życiu leciał samolotem, a już wyskoczył z niego i to podczas ostatnich Dni Przasnysza. Uczynił to na spadochronie w podniebnym zaprzęgu z najlepszym w Polsce instruktorem i wylądował prosto na stadionie ku uciesze zebranych tam mieszkańców miasta. Tak czy inaczej ojciec grodu nad Węgierką wykazał się odwagą i niekonwencjonalnym sposobem bycia. Tyle, że pewnie tym skokiem w przestworza zafundował sobie w przasnyskim samorządzie opozycję (dziewięcioosobowy klub radnych „Dobro Miasta”), która – jak to ostatnie posiedzenie tego gremium wykazało – zamierza dokładnie przyglądać się (to oczywiście bardzo dobrze) wszystkim jego posunięciom i zamierzeniom.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)