Nabyłem ostatnio bardzo przydatne urządzenie - nawigator samochodowy. Wybrałem odbiornik GPS firmy Garmin, która ma główną siedzibę na Tajwanie, ale sprzedaje swoje produkty na całym świecie. Dzięki bezpośredniej łączności z satelitami (uwaga ta adresowana jest do osób mniej zorientowanych w funkcjonowaniu tego technicznego cudeńka) można ustalić na małym komputerku zainstalowanym w samochodzie dokładną jego pozycję. Jest ona pokazywana na mapie zainstalowanej w nawigatorze. W moim Garminie tkwił najnowszy, sztandarowy produkt tej firmy - City Nawigator Europe NT 2008.
Postanowiłem wypróbować nowe urządzenie w Przasnyszu. Zdumiałem się jednak wielce, kiedy okazało się, że mój pojazd sprzężony dzięki krążącym na niebie satelitom z nawigatorem Garmin zamienia się …. w wehikuł czasu. Gdy jechałem ul. Ciechanowską na mapie wyświetlała się ul. Bolesława Bieruta, a kiedy skręciłem w ul. 3. Maja zobaczyłem na ekranie nawigatora, że poruszam się tym razem po ul. Marcelego Nowotki. Kiedy z wrażenia zatrzymałem się w Rynku, żeby sprawdzić co się dzieje, stwierdziłem, iż nadal przebywam w peerelowskim Przasnyszu, bo City Nawigator wskazywał, iż właśnie zaparkowałem swój pojazd na Placu 1 Maja.
Zdenerwowany, zaskoczony i zawiedziony dzwonię do sklepu, w którym kupiłem Garmina i nie kryjąc rozżalenia i pretensji, stwierdziłem, że wciśnięto mi podejrzany i nieużyteczny towar. Skąd mogę bowiem wiedzieć, że podobna sytuacja nie spotka mnie w innym mieście, a przecież nawigator samochodowy jest po to, aby podróżować przyjemnie i bezstresowo i precyzyjnie docierać do celu podróży, czyli wręcz pod konkretny, opatrzony własny numerem dom, czy posesję. Sprzedawca również nie krył zdziwienia, nie miał bowiem zielonego, a tym razem chyba czerwonego pojęcia, że sprzedaje Garmina z Bierutem. Był wyraźnie speszony, a może nawet bał się, że sprawą zajmie się IPN, który wziął się za komunistycznych patronów ulic, placów, szkół i innych instytucji, jacy jeszcze tu i ówdzie szwendają się po wolnym przecież kraju.
Sprawdziłem więc w ilu miastach na mapie mojego Garmina Bolesław Bierut, pierwszy przywódca PRL, mający na rękach krew tysięcy polskich patriotów, którym przyklepywał wyroki śmierci i agent NKWD w jednej osobie nadal pozostaje patronem ulic i placów w Polsce. Okazało się, że dzieje się tak tylko i wyłącznie w przypadku garminowego Przasnysza. Wiem, że znani dziennikarze i reportażyści szukają w naszym mieście i jego okolicach przede wszystkim egzotyki i nawet się z tym nie kryją. Ale żebyśmy mieli być panopticum osobliwości z nadania jakiejś firmy i to z dalekiego Tajwanu?
Okazuje się, że Garmin nie ma jednak monopolu na postpeerelowskie reminiscencje w systemach nawigacyjnych. Niedawno wybrali się do mnie znajomi z Niemiec. Byli wyposażeni w nawigator samochodowy „Navigo”. Nie potrafili jednak przy jego pomocy dojechać do mojego domu przy ulicy marszałka Józefa Piłsudskiego, bo na planie Przasnysza w ich urządzeniu figurowała Hanka Sawicka (nota bene siostra cioteczna patrona innej przasnyskiej ulicy, ale niech po wieki wieków nim będzie - Stefana Kisielewskiego) peerelowska patronka tej wiodącej w kierunku Mławy szosy.
Osobnym zagadnieniem z zakresu tym razem „nawigacji mentalnej” pozostaje fakt, iż niektórzy mieszkańcy Przasnysza nadal posługują się dawnymi, peerelowskimi nazwami ulic. Ktoś mi opowiadał nie kryjąc zdziwienia, że rozmawiał z młodym człowiekiem, który mieszka wraz z rodzicami przy ul. Ciechanowskiej. W potocznej rozmowie używa on jednak jej dawnej nazwy tj. ulicy Bieruta, która zniesiona została już wszakże 19 lat temu. Najwidoczniej „obowiązuje” ona w codziennym życiu tej rodziny, a przy okazji jej członkowie mogą od czasu do czasu utwierdzać się w tym świadomym błędzie, bo na jednym z domów pozostawiono (ale pewnie dla hecy) tabliczkę, na której widnieje nazwisko jej niegdysiejszego, krwiożerczego patrona.


Komentarze
Pokaż komentarze